Translate

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Mery Orzeszko na wypowiedzeniu


Tak to jest: coś się kończy, coś się zaczyna. A nieraz nie ma co ciągnąć starych spraw, trzeba umieć powiedzieć STOP w odpowiednim momencie. 

Powiem Wam, że straciłam serce do tego bloga. Już więcej nie chce mi się tutaj pisać. Myślałam, że to przez ten straszny upał, że jak się zrobi chłodniej, to mi się zachce, ale nie. Nie chce mi się dalej i koniec! Chyba już tu więcej nic nie napiszę. Wypaliło się, czy co? A blogowanie to MUSI być przyjemność! Nie można tego robić z obowiązku. 

Kiedy parę lat temu zakładałam tego bloga (już któregoś z kolei, ha, ha!) to traktowałam to jako zabawę. To miało być ot, takie tam sobie pisanie z nudów o przeczytanych książkach, przeważnie rano i przeważnie o książkach, które właśnie przeczytałam w nocy lub wieczorem. Założyłam wtedy sobie konto Google, bo tego wymagał Blogger. Żeby było śmieszniej, zarejestrowałam się tam jako Maria Orzeszkowa, takie skrzyżowanie Marii Konopnickiej z Elizą Orzeszkową. Do tego była jeszcze Mery Orzeszko, coś w rodzaju polskiej Pippi Langstrumpf, mała ruda wariatka do kwadratu ;))) 

Właśnie tak pisana: Mery, a nie Mary. Jak ją czasem ponosiło, to Mery szalała sobie na tym blogu, a jeszcze bardziej na FB. Z ilu grup na fejsie ją wyrzucono za niesubordynację, to jeden Pan Bóg tylko wie! Mery potrafi być bardzo niesforna. 

Mery: Ale to było dawno! W międzyczasie Alicja Łukawska napisała książkę i zaczęła ją promować na tym blogu. I w ogóle Alicja zaczęła się tu panoszyć i pisać o różnych swoich sprawach, a ja jej łaskawie zezwalałam na to, bo  jestem dobra i wyrozumiała dziewczyna. Ale z czasem ta promocja czegoś innego w mojej własnej przestrzeni zaczęła mnie strasznie wkurzać. Na blogu coraz mniej było Mery, a coraz więcej Alicji. 

- Tak nie może być! – stwierdziłam w końcu. – Tam u góry co innego jest napisane! To jest w końcu „Archiwum Mery Orzeszko” a nie „Archiwum Alicji Łukawskiej”. Skoro Alicji tak zależy na własnej promocji, to niech się wynosi gdzie indziej! Może sobie też założyć bloga, albo stronę autorską! Konto Google też niech sobie założy na siebie, a nie wysługuje się mną!

Alicja: No tak! – przytaknęłam. – Biję się w piersi! To prawda. Mery ma świętą rację. To jest jej blog, a nie mój – pomyślałam sobie. – Ale mimo wszystko, zrobiło mi się jakoś smutno. Wiedziałam jednak, że już pora, aby się rozstać. Niech każda idzie w swoją stronę: Mery w jedną, Alicja w drugą.  I każda niech pracuje na własny rachunek!

To po pierwsze…

A po drugie…

Teraz mówię ja, Alicja, a nie Mery :)))

Sytuacja na dziś jest taka, że pomysłów mam wiele, pracy w związku z tym też. Leżą koło mnie całe stosy książek do przeczytania i przerobienia. Zbieram materiały, robię notatki, być może z tego coś powstanie? Wiem na pewno, że chciałabym napisać jeszcze jedną książkę o Kresach (komplementarną do „Duchów Kresów Wschodnich”, nawet już wymyśliłam okładkę). Mam też pomysł na sensacyjną fabułę wojenną, z tym, że zebranie materiałów będzie wymagało paru wyjazdów.  Na szczęście nie będą to wyjazdy dalekie, więc wystarczy mi zaprzyjaźniony taksówkarz z Malborka, z którym pojeżdżę trochę tu i tam po okolicy. Bo to będzie historia lokalna. Najlepiej chyba pisać o tym, co się zna i co się widziało, prawda? Interesuje mnie miejsce, w którym mieszkam i może jeszcze parę małych miasteczek w sąsiedztwie. Tu się działy bardzo ciekawe rzeczy w czasie II wojny światowej! Polacy, Niemcy, Rosjanie…! Oj, działo się tutaj! 

Prócz tego piszę jeszcze artykuły o zjawiskach paranormalnych dla miesięcznika „Czwarty Wymiar” (na przykład w najnowszym numerze, wrześniowym, ukazał się mój tekst „Paryska wróżka”, o pannie Lenormand, jakby kogoś to interesowało).

No i tak!






 W tej sytuacji naprawdę nie mam już kiedy pisać o tym, co przeczytałam dla przyjemności. Ba, nawet nie mam czasu o tym pomyśleć, bo mam teraz głowę zajętą czym innym. W ogóle – dla przyjemności to czytam nieraz takie odmóżdżacze, że byście się zdziwili. A ja się nie przyznam :)))

W tej sytuacji ustaliłyśmy z Mery Orzeszko, że ona stąd się wyprowadzi za porozumieniem stron. Właśnie jest na wypowiedzeniu. Trudno powiedzieć, ile ono potrwa, bo Mery ma także niewykorzystane urlopy za cztery lata. Myślimy, że może do końca roku, a może do początku następnego? Jakoś tak! W każdym razie blog będzie wisiał w sieci do końca roku 2018. Tak ustaliłyśmy.

Jeśli chodzi zaś o archiwum bloga…

Cóż, myślałam nad tym.

I wiecie co? Bardzo nie lubię porzuconych blogów. Są tak smutne jak opuszczone domy. Brakuje w nich życia. Pamiętam, jak wiele razy natrafiałam na  różne porzucone blogi książkowe. Nieraz wchodziłam tam w poszukiwaniu opinii o jakieś książce, którą właśnie przeczytałam. Chciałam nieraz napisać komentarz, ale patrzę, że ten blog nie żyje od paru lat. To po co komentować? W każdym razie nie mam zamiaru trzymać w sieci takiego nieświeżego truposza.

Ale, ponieważ doszły do mnie głosy, że ludzi interesują niektóre moje teksty, więc ja te teksty (zwłaszcza kresowe i o Rosji) zapiszę na osobnych plikach w Wordzie, które mogę udostępniać chętnym. Na pewno przekażę je koleżankom z bloga kresowego „Kresy zaklęte w książkach” oraz redaktorowi naczelnemu Kresowego Serwisu Informacyjnego, panu Bogusławowi Szarwille. Jakby ktoś jeszcze był chętny, to proszę dać znać! Wyślę mejlem.

No, właśnie, blog kresowy!

Dziewczyny (Beata, Iwona i Magda), nie macie pojęcia, jaka jestem Wam wdzięczna, że go założyłyście! Myślę, że to właśnie dzięki uczestnictwu w tym zbiorowym przedsięwzięciu zabrałam się za pisanie książek o Kresach. Jestem Wam niewymownie wdzięczna! Zainspirowałyście mnie do pracy! Dzięki Wam znalazłam "swój" temat!

Poza tym, jestem wdzięczna wielu ciekawym osobom, jakie poznałam dzięki tym paru latom blogowania. Dziękuję Wam za mile spędzony czas, ciekawe pogawędki na fejsiku, a także za rozmaite pobudzające burze intelektualne. Nie wiem, czy wszystkich tu wymienię, ale na pewno zachowam we wdzięcznej pamięci takie osoby jak: Beatę, Małgosię i Natalię z Krakowa, Magdę Jastrzębską ze Śląska, Bognę z Podkarpacia, Iwonę z Moskwy, Nadię z Alabamy, Izabelę z Zamojskiego, Dawida z Doniecka, Serża z Odessy oraz Agnieszkę Zielińską. Uwielbiam Was wszystkich! Mam zresztą z Wami kontakt na fejsiku, więc nadal będziemy czasem plotkować o różnych rzeczach.

Jeszcze o fejsiku… 

Wieść gminna niesie, że dyskusje o książkach przeniosły się na Facebooka. W ogóle, wszystko pomału przenosi się na Facebooka… 

Ja też tam jestem, jakby ktoś mnie szukał i chciał ze mną jakiś kontakt. To znaczy na razie jeszcze jestem, bo fejs robi się coraz bardziej politycznie poprawny i nie wiem, czy za jakiś nie trzeba będzie zmykać stamtąd. Wolność wypowiedzi zanika, fejs „znika” moje posty coraz częściej, a ja się boję, bym w końcu do pierdla nie trafiła za moje poglądy. Jakby co, to poproszę smalec, jabłka i cebulę, a także coś do czytania, by mi się nie nudziło. 

No, to już kończę!

Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie!


Źródło ilustracji:

Wikipedia, File:Józef Mehoffer, Dziwny ogród.jpg, File:Józef Mehoffer - Słońce majowe.jpg oraz moje archiwum osobiste
 

25 komentarzy:

  1. Aż mi się smutno zrobiło, bo bardzo jestem przywiązana do Twojego bloga. Mimo że ostatnio rzadko zostawiałam komentarz, to zawsze z chęcią czytałam! Jestem wierną czytelniczką!
    Dziękuję za przywołanie mojej skromnej osoby. Blog kresowy to przede wszystkim dzieło Iwonki i jej pomysł. Chwała jej za to. Ja tylko z radością przyklasnęłam tej cennej inicjatywie i swoje teksty dołączyłam (nadal chcę to robić, tylko niestety brakuje czasu). Z przyjemnością i wdzięcznością przygarniemy Twoje świetne recenzje. Niech one będą czytane na naszym blogu kresowym!

    Pozostańmy w kontakcie! Adres mejlowy do siebie mamy:) Na pewno poinformuję Cię, jak wreszcie przeczytam Twoją książkę o duchach:) Pozdrawiam serdecznie!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beatko, dzięki za miłe słowo!
      Bądźmy w kontakcie! Mamy adresy mejlowe, jesteśmy znajomymi na FB. Póki co, jeszcze tam zostaję :)))
      Moje recenzje na blogu kresowym niech zostaną, ale ja myślę w ogóle o takim pliku w PDF do pobrania dla ludzi. Nie wiem, czy można tak zrobić, aby na Waszym blogu był taki plik PDF do pobrania (z moimi tekstami, czy w ogóle z tekstami wszystkich), żeby ta idea pisania o kresach się rozszerzała?
      W ogóle to zapomniałam napisać o takiej bardzo ważnej, moim zdaniem, książce profesora Hadaczka "Historia literatury kresowej". Ja ją sobie kupiłam jakiś czas temu i mam w domu. Może jeszcze dla Was napiszę coś o niej... To jest naprawdę ważna i dobra pozycja, takie kompendium. Ale zabiorę się za to trochę później, bo mi te upały naprawdę dały w kość!
      Jak napiszę, to wyślę do Was na mejla!

      Usuń
  2. Wie Pani jakie to są teksty na facebooku - krótkie! Rozumiem Panią doskonale, bo zaczyna Pani pracować na własne nazwisko. Zaczyna- zaczęła Pani. Mam nadzieję, że wykreuje Pani bloga Alicji Łukawskiej.
    Trochę szkoda.
    Ja spłodziłam też drugiego bloga, o poezji, ale wejść jest tam mało i zastanawiam się, czy by nie porzucić.....
    Moim skromnym zdaniem powinna Pani te swoje teksty wyselekcjonować. Zostawić opinie o książkach, a wykreślić poglądy na tematy ogólne. Bo po co ma to wisieć w sieci. NAtomiast książki na tym blogu to jakaś całość kresowa. No i znajomość filmów rosyjskich. Myślę, że komuś to się może przydać.
    Nie wspomniała Pani o Izabeli z zamojskiego....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izabelo droga, jak Ty mnie rozumiesz ;)))
      Jak to nie wspomniałam o Tobie? Napisałam przecież "Izabela z Podlasia". Zamojskie to nie jest Podlasie? Jak chcesz, to mogę poprawić na "Zamojskie" ;)))
      Jasne, że muszę trochę teraz popracować nad własną marką osobistą. Nie wiem, czy to będzie strona autorska (aż tak wysoko jeszcze nie mierzę, no i do tego bym musiała korzystać z pomocy informatyka, bo sama tego przecież nie ogarnę), czy też tylko skromny blog autorski na blogspocie. Raczej to drugie. Ale jeszcze sama nie wiem. Niech się to lato wreszcie skończy, to wtedy o tym pomyślę! Niech już będzie chłodniej!!!
      Może też tam, w tym swoim nowym miejscu sieciowym, bym umieściła swoje teksty, to znaczy, te lepsze i ciekawsze? Jakoś tak. Tylko muszę wybadać sprawę, jak to się robi, to znaczy taki plik PDF do udostępniania.
      To w ogóle się łączy z moim pojmowaniem internetu - jako sieci dla ludzi, miejsca dzielenia się wytworami umysłu, a nie miejsce dla pazernych korporacji i rozdmuchanych praw autorskich. Wiem np, że różne moje stare teksty krążą w sieci bez mojej wiedzy i ja tylko RAZ zrobiłam z tego powodu komuś awanturę. W innych wypadkach - jak spotykam taki mój tekst gdzieś tam, na jakims forum np., to się uśmiecham i idę dalej.
      Widziałam Twojego drugiego bloga o poezji! Cóż, pomysł interesujący, ale teraz tak mało ludzi czyta poezję... Chyba, że chcesz prowadzić takie ładne miejsce z wierszami, obrazami, muzyką itp. tylko dla siebie, na zasadzie - zajrzą, to dobrze, nie zajrzą, też dobrze. Taki album osobisty. Są takie blogi w sieci, ludzie je prowadzą, bo mają jakąś tam potrzebę piękna i wzruszeń.
      Kliknęłam do Ciebie na FB, żebyśmy były tam w kontakcie.

      Usuń
    2. Podlasie to chyba nie? Bo Podlasie, zdaje się, o Włodawę zahacza? My to raczej Wołyń Zachodni? Roztocze - to na pewno. Ale kompletnie nie identyfikuję się z Podlasiem.

      Wiesz, nie wiem co zrobić w kwestii PDF-u. Do robienia PDF-ów służy program. Natomiast sama się zastanawiam, czy moje wybitne i niesamowite teksty nie krążą po necie. Ale na przeszło 700 recenzji musiałabym spędzić drugie tyle czasu wyguglowując frazy z tekstów.

      Usuń
    3. A ten blog o poezji to chyba niewypał.

      Usuń
    4. Oj, a ja miałam takie wrażenie, że Ty z Podlasia. Nie wiem, czemu? Sprawdziłam ten Zamość na mapie. Faktycznie, chyba Roztocze...
      Tak, czy owak, po II wojnie światowej prawie Kresy :)))
      Ja wiem, że jest jakiś program do robienia PDF. Ale mi raczej chodziło o coś innego: jak to zrobić, by umieścić na stronie zakładkę i żeby tam były pliki do pobrania w PDF czy jakieś inne, mogą być w Wordzie. Nie wiem, czy sama sobie z tym poradzę. Muszę się rozejrzeć, trochę poczytać o tym.
      To Ty 700 recenzji już napisałaś? No, no! Imponujące!
      Moje recenzje też trochę krążą tu i tam, np. ostatnio przypadkiem znalazłam mój tekst o Rodziewiczównie na stronie wydawanego na Białorusi pisma "Echa Polesia". I co? Mam się z nimi bić? A niech tam sobie mają! Mnie to cieszy, że na Białorusi wychodzi pismo po polsku, zresztą my (Polska znaczy) je dotujemy.
      A ten blog o poezji to gdzieś promowałaś w ogóle? czy tylko tak sobie jest?

      Usuń
    5. To powinni Pani parę groszy dać za publikację albo zapytać czy wolno im. Moją opinię o książce górskiej umieszczono w podręczników dla Polaków za granicą, ale autorka grzecznie zapytała mnie o zgodę na publikację. Zgodziłam się.
      To Podlasie się Pani skojarzyło, bo te szeptuchy i dziady kościelne tak sugerują. ALe nie, my jesteśmy niżej. Nawet wczoraj pytałam moją mamę o to Podlasie i nie. To tak jakby pytać w Toruniu, czy to już Pomorze. Obrażą się.
      A w sprawie tego PDFa to może wygugluj? Pan Internet może poradzi.

      Usuń
  3. Alicjo! Po pierwsze napisałaś świetny, humorystyczny, pożegnalny tekst.
    Po drugie całkowicie Cię rozumiem i choć szkoda mi, że trzeba pożegnać Mery to przecież życie nie znosi próżni, będzie zamiast Mery - Alicja.
    Po trzecie wydaje mi się, że jest w sieci spora grupa osób, która się wzajemnie inspiruje i choć realnie się nie znamy, to można powiedzieć, że te wirtualne znajomości i nasze działania po prostu nam służą. Wzajemnie się czegoś uczymy, coś dostrzegamy, motywujemy się.

    Na Twojej nowej pisarskiej drodze życzę Ci wszystkiego co najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo, dzięki za miłe słowo i życzenia. I w ogóle dzięki za wszystkie dobre rady, jakich mi udzielałaś jako doświadczona AUTORKA! Pewnie jeszcze nieraz z nich skorzystam, jeśli znajdziesz dla mnie czas w Twoim zabieganiu.
      Też mnie to bardzo cieszy, że się czasem tworzą takie miejsca wzajemnych inspiracji twórczych, także literackich. Ludzie piszący nieraz potrzebują jakiejś wymiany myśli, bo każdy jednak pisze w samotności.
      Kiedyś były modne kawiarnie literackie (Boże, jak ja za tym tęsknię! udało mi się jeszcze w młodości zahaczyć o ten klimat), ale to już minęło i se ne vrati!
      Zamiast tego mamy grupy dyskusyjne na FB :))) Dobre i to!

      Usuń
    2. Jeśli tylko będziesz potrzebować jakiejś rady - pisz! :)

      Usuń
    3. Dzięki! Chętnie skorzystam!

      Usuń
  4. Oj, oj, nie smuć czytelników! W końcu nie zawsze byłaś Mery, bo pamiętam Alę, która czytała. Mój blog też sobie wisi i mimo braku aktywności ma sporo wejść, nawet kilka tysięcy... Czyli potrzebny... Dziękuję za wspomnienie i moja prośba - po prostu BĄDŹ… :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Boguś, ja bardzo dobrze pamiętam tamten okres, kiedy prowadziłam bloga alaczyta.
      Piękne czasy! Zwłaszcza zima 2012/2013, wtedy, kiedy były te zażarte i długaśne dyskusje u Ciebie na blogu.
      Bardzo fajnie wychodziło Ci to moderowanie, widać rękę pedagoga ;)))
      A Ty nie myślałaś nigdy, żeby zebrać gdzieś te swoje patriotyczne teksty i udostępnić je razem? Chociaż na chomiku?

      Usuń
    2. Dziękuję, Alu, za ciepłe wspomnienie :)Blogi rzeczywiście zamierają. Teraz czas oglądania, nie czytania. Widzę to na FB - najwięcej lajków mają memy. Może to i dobrze, że choć tyle. Ktoś się zainteresuje autorem, książką, ziarno będzie zasiane... Ale nie wymazuj bloga z sieci! Nasze teksty wciąż potrzebne i mimo niepisania wciąż są wejścia! Zebrać i wydać - to dobry pomysł, ale energii brak. Znów czytam dla siebie. Kompletnie nie interesują mnie nowości, bestsellery. Nie widzę upamiętnień ważnych dat, postaci uznanych za ważne w danym roku (cisza o patronach - jak teraz Herbert, rok wcześniej Sienkiewicz). Kogo z młodych to obchodzi? Czuję się jak dinozaur. Żyję już tylko dla siebie, a "dom z papieru" będzie, póki go technika nie zdmuchnie. Serdeczności i działaj, póki się da :)

      Usuń
    3. Bogusiu, jakbyś jednak się zdecydowała wydać te Twoje "patriotyczne" teksty, a potrzebowała zaprzyjaźnionego redaktora, to ja służę pomocą! Też mogę coś zrobić "ku chwale Ojczyzny", prawda? :)))
      Tylko byś musiała sama poszukać wydawcy. Może Fronda? Oni tam wydają takie rzeczy. A co Ci szkodzi zapytać?
      Uprzedzam, ze będę Cię dusić w tej sprawie. Czy Ty piszesz gorzej niż niektórzy, co wydają takie książki? Już nie chcę rzucać nazwiskami...


      Usuń
  5. Świetny tekst!
    Wypowiem się jako ostatnia z grona redaktorek "Kresów", ale to nie z uwagi na brak chęci, a jedynie z powodów techniczno-logistycznych.:)
    Podobnie jak koleżanki bardzo dziękuję za wspomnienie naszego bloga (również Twojego, jak i innych autorów tekstów tam zamieszczanych). Twoje teksty stanowią niebagatelną część jego zawartości (jeszcze wszystkich nie opublikowałam, ale na pewno to zrobię).
    Szkoda, że zdecydowałaś się na usunięcie tego bloga, ale rozumiem Twoje motywy. Cieszę się, że Twoje teksty będą dostępne, bo ich lektura była zawsze dla mnie wielką przyjemnością.
    Czy chciałabyś, aby zmienić autorstwo Twoich tekstów na "Kresach", tzn., żeby Alicja Łukawska zastąpiła Marię Orzeszkową? Jeśli tak, to spróbuję dokonać takiej zmiany, ale zajmie to chwilę. :)
    Bardzo się cieszę, że nasz wspólny blog był dla Ciebie inspiracją i pchnął Cię do rozpoczęcia aktywności pisarskiej. Gratuluję serdecznie!!! I oczywiście życzę powodzenia na tej nowej drodze życia! Uściski!

    P.S. Skończyłam niedawno lekturę wspomnień Karola Wędziagolskiego z okresu rewolucji, kontrrewolucji etc. Ja byłam zachwycona tą książką i polecam ją Tobie, bo wiem, że interesuje Cię ten okres.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, bardzo dziękuję za miłe słowa i za tę propozycję. Jeśli to się tak da zmienić na Alicję Łukawską, to ja ja bardzo proszę! Tylko pewnie będziesz miała z tym trochę dzióbania?
      Jeszcze raz powtórzę, że ten blog kresowy był dla mnie taką inspirację, że (tu się przyznam) wiele razy wybierałam lektury do czytania pod kątem tegoż bloga.
      Karola Wędziagolskiego też mam ochotę przeczytać, pamiętam, że ktoś kiedyś pisał bardzo pochwalną recenzję tej ksiażki (czy nie Iza z Filetów z Izydora?).
      Z przyjemnością przeczytam, co Ty o niej napiszesz!

      Usuń
    2. Zaczęłam proces zmiany autorstwa Twoich wpisów na Kresach, ale - jak mówiłam - potrwa to chwilę.
      Tak, to Iza z Filetów polecała tę książkę i nie sądzę, żebyś się na niej zawiodła.

      Usuń
    3. OK. Alicja zastąpiła Mery. :)

      Usuń
    4. Wielkie dzięki!
      Trzeba teraz promować Alicję :)))

      Usuń
  6. Coś się kończy, żeby zacząć się mogło coś... Takie życie. I choć przykro, trzeba mieć nadzieję na lepsze coś:) Dziękuję za wymienienie mnie wśród blogowych znajomych i mam nadzieję, że nasz kontakt się nie urwie. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, tak to jest w życiu! Ale ja tam jestem optymistką, lubię zmiany i w ogóle mam zawsze nadzieję, że za kolejnym zakrętem spotka mnie coś ciekawego!
      Też mam nadzieję, że będziemy w kontakcie.
      No i czekam na Twoją książkę o wędrówkach śladami literatów.

      Usuń
  7. Oj, często tutaj zaglądam, bo uwielbiam teksty pisane duszą i sercem.
    Świat się zmienia, pędzi jak oszalały, brakuje czasu na chwilę refleksji i zadumy. Może nie należy usuwać bloga, niech "truposz" cieszy się drugim życiem, na pewno ktoś tutaj zaglądnie... i nawet przeczyta świetne teksty.
    Może koło zmieni swój bieg i ludzie powrócą do czytania nie tylko podpisów na memach.
    Życzę realizacji nowych pomysłów i nieustannego zachwytu światem i tym przeszłym, i tym współczesnym.
    Pozdrawiam Panią serdecznie z Suwalszczyzny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wizytę i za miłe słowa!
      Na razie niech blog jeszcze niech sobie powisi, skoro jest czytany :)))
      Być może od Nowego Roku wystartuję z innym projektem, już pod moim prawdziwym nazwiskiem? Na razie jestem pochłonięta czymś innym: chodzę, myślę, czytam, zbieram materiały - może się coś z tego urodzi?
      Pozdrawiam serdecznie z Malborka!

      Usuń