Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja październikowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja październikowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lipca 2018

Elżbieta z Zaleskich Dorożyńska, „Na ostatniej placówce. Dziennik z życia wsi podolskiej w latach 1917-1921”







W końcu udało mi się przeczytać trzecią ze słynnych kresowych książek wspominkowych z okresu rewolucji październikowej. Po „Pożodze” Zofii Kossak-Szczuckiej i „Burzy od wschodu” Marii Dunin-Kozickiej przyszła pora na dziennik Elżbiety z Zaleskich Dorożyńskiej. To kolejna wspaniała publikacja wydana przez LTW. 

Ależ to mocna książka! Musiałam czytać ją partiami, po małym kawałeczku, bo nie mogłam przyswajać na raz zbyt wiele tych wszystkich smutków, nieszczęść i rozterek dnia codziennego w straszliwej epoce rewolucji bolszewickiej i wojen na Ukrainie. 

 „Na ostatniej placówce” to dziennik panny Elżbiety Zaleskiej z okresu 1917-1921. Zaczęła go pisać w niespokojnym czasie, kiedy przez Ukrainę przewalała się fala bolszewickich pogromów, dwory i pałace były palone i rabowane, a polscy ziemianie w obawie o własne życie masowo porzucali swoje domy na wsiach i uciekali do miast. A ona jednak została w swoim domu w Halżbijówce (inaczej Halżbejówka, obecnie Galżbijewka -Гальжби́евка, wieś na Podolu, Rejon Jampolski, Obwód Winnicki na Ukrainie), nie bacząc na to, że właśnie niedawno został spustoszony dwór jej rodziców w pobliskiej Gruszce i że każdego dnia grozi jej okrutna śmierć. 

Zaczęła zapisywać różne codzienne wydarzenia, by nie zwariować w obliczu tego, co się wokół działo na Ukrainie i nie popaść w niepamięć z powodu własnego szaleństwa. Za wszelką cenę chciała uchronić te zapiski. Część z nich udało się jej wywieźć do Polski w 1919 roku, kiedy była z wizytą w Warszawie, resztę uchroniła przed konfiskatą przez bolszewików, chowając ją gdzie się dało, nawet do dziupli drzewa w sadzie koło domu. Z narażeniem życia przywiozła swoje notaki do Polski w 1921 roku. Jej książka została wydana po raz pierwszy w okresie międzywojennym. W PRL-u była zakazana, bowiem cenzura nie pozwała wtedy drukować takich książek. Została przypomniana dopiero po 1989 roku. 

Panna Lila Zaleska została w swym dworze w Halżbijówce zupełnie sama. Matka zmarła już dawno, stary ojciec, którym się opiekowała, był już chory i niedołężny. Brat uciekł za granicę do polskiego wojska. Z początku był z nią polski zarządca, który mógłby stanowić jakieś wsparcie w ciężkich czasach, ale ten na samym początku popełnił samobójstwo z rozpaczy. Przez jakiś czas mieszkała z nią kilkunastoletnia Hanka, siostrzenica czy też może bratanica, jednak później wyjechała do rodziców do Polski. Mimo to, panna Zaleska jakoś sobie radziła. Przez cały ten czas, kiedy przez Ukrainę przetaczały się najróżniejsze wojska (Rosjanie Czerwoni i Rosjanie Biali, Ukraińcy od Petlury, bolszewicy, a także różne wędrowne bandy spod znaku Nestora Machno i Bóg wie, kto jeszcze) ta dzielna kobieta trwała w swoim dworze i starała się żyć w miarę normalnie. Jej dom był dosłownie ostatnią polską placówką w całej okolicy. Nie spalono go, nie obrabowano, jej nie zabito, ba, nawet Czerezwyczajka ją oszczędzała. Jakim cudem wręcz przetrwała? 



Ano dlatego, że panna Zaleska już kilkanaście lat wcześniej ukończyła w Krakowie kursy sanitarno-medyczne, dzięki czemu jeszcze przed I wojną światową była znana w całej okolicy jako siostra miłosierdzia, a może raczej lekarka dla biednych, których leczyła zupełnie za darmo. W burzliwym czasie wojen i rewolucji nadal zajmowała się działalnością medyczną, praktykowała jako pielęgniarka, z czasem zaczęto ją nawet tytułować „doktorsza”. Zorganizowała szpital dla potrzebujących, a potem – jako działaczka Polskiej Macierzy Szkolnej – założyła w swym pałacu polską szkołę dla dzieci okolicznych chłopów. Organizowała też inne szkoły w okolicy. Znana była ze swej dobroci i wyrozumiałości dla Ukraińców, dzięki czemu oni  w tym najgorszym czasie też ją chronili i zostawiali w spokoju.

Zapiski panny Zaleskiej są porażające. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu ta dzielna kobieta boryka się z takimi przeciwnościami losu, że włos się na głowie jeży podczas czytania. Nieustanne pochody wojska, rekwizycje, rewizje, a do tego głód, chłód, nędza, choroby (przeżyła tyfus) i koszmarne braki w zaopatrzeniu. Brakował tam wszystkiego: jedzenia, odzieży, lekarstw, a nawet zwykłego mydła. Poza tym, żadnych wiadomości ze świata. Ona tam siedziała w tym swoim majątku na Podolu i nic nie wiedziała, co się dzieje w Polsce, która wtedy była za kordonem. Nie działała poczta, nie było żadnych gazet, krążyły tylko mniej lub bardziej fantastyczne plotki.

W tej sytuacji, kiedy nie miała pojęcia, co się dzieje na świecie, ogromnym zaskoczeniem dla niej było to, jak w lutym 1918 roku na progu jej domu pojawił się jakiś mężczyzna w mundurze, brudny i zarośnięty.
– Dzień dobry, jestem Malinowski, pani mnie nie poznaje? – powiedział zaskoczonej kobiecie.
- No, tak Malinowski – przypomniała sobie - jej tancerz sprzed paru lat z balu w Krakowie!

Malinowski nie był sam. Razem z nim zjawił się w Halżbijówce oddział polskiego wojska z generałem Józefem Hallerem na czele. Była to II Brygada Legionów! Żołnierze właśnie uciekli od Austriaków, którym wypowiedzieli posłuszeństwo i przeszli front w okolicy Rarańczy, dążąc do połączenia się z polskimi siłami wojskowymi w Rosji. Po drugiej stronie frontu znaleźli nocleg we wsi Gruszka w ukraińskich chatach. A tam na ścianach jako ozdoby wisiały zrabowane ze dworu Zaleskich pocztówki adresowane do panny Lili Zaleskiej. Malinowski zobaczył je i pomyślał sobie, że to chyba jego znajoma z Krakowa, więc pojechał ją odszukać. Po prostu filmowa scena!
Takich przygód miała panna Zaleska jeszcze więcej, trudno je wszystkie przytaczać, trzeba to po prostu przeczytać. 

O samej autorce znalazłam niewiele wiadomości. W Wikipedii nie ma nawet hasła jej poświęconego. W samej książce nie ma żadnych ilustracji, nie wiemy więc, jak wygladała ona sama i jej dwór w Halżbijówce. Z notki z tyłu książki dowiedzieć się można, że była córką Zygmunta i Marii z Czajkowskich herbu Jastrzębiec. W 1921 roku we Lwowie poślubiła swego kuzyna Franciszka Dorożyńskiego i osiadła w Krzemieńcu. W czasie II wojny należała do ZWZ AK, za co została aresztowana przez Niemców w drugiej połowie 1942 roku i stracona w styczniu 1943 roku w masowej egzekucji na górze Biała koło Równego, gdzie spoczywa w masowej mogile. 

Rodzina jej męża, czyli Dorożyńscy, byli właścicielami przepięknego pałacu w Eliaszówce pod Starokonstantynowem zbudowanego w pierwszej połowie XIX wieku przez Seweryna Bukara. Eliaszówka została opisana przez Antoniego Urbańskiego w książce „Podzwonne na zgliszczach Litwy i Rusi” (część 2 „Memento kresowe”) oraz przez Romana Aftanazego w „Dziejach rezydencji na dawnych kresach Rzeczpospolitej” (tom 9). Tak wyglądała Eliaszówka (Wikipedia, File:Eliaszowka.jpg) w dobrych latach:


Niestety, także ten pałac przepadł dla Polski, jak wiele innych polskich rezydencji na Kresach. Po I wojnie światowej został po niewłaściwej stronie granicy polsko-radzieckiej. Budowla istnieje do tej pory, ale obecnie cieszą się nią Ukraińcy.



Dorożyńska z Zaleskich Elżbieta, „Na ostatniej placówce. Dziennik z życia wsi podolskiej w latach 1917-1921”, Wyd. LTW, Łomianki 2018

 

sobota, 18 marca 2017

Elvira Baryakina, „Burzliwa epoka”, część 1 „Miłość w czasie rewolucji” i lista ciekawych książek na temat rewolucji październikowej





„Miłość w czasie rewolucji” (w oryginale „Аргентинец”) to pierwsza część cyklu powieściowego rosyjskiej pisarki Elviry Baryakiny pt. „Burzliwa epoka”. Nie ukrywam, że rzuciłam się na to jak zgłodniały pies z uwagi na to, że uwielbiam tę epokę (właśnie mija 100 lat od czasu rewolucji październikowej), a także wszelkie romanse osnute na motywach „miłość i wojna” (może być też „miłość i rewolucja”).

Nawet kupiłam sobie tę książkę w normalnej, realnej księgarni, czego już bardzo dawno nie robiłam. Można było kupić nieco taniej dzięki jakiejś promocji na materiały piśmiennicze, czyli nabyłam ją w ramach sprzedaży wiązanej, razem z blokiem rysunkowym.

Czy było warto?

No, nie wiem, nie wiem. Chyba jednak spodziewałam się czegoś więcej...

Ale po kolei.

Autorka pisała tę książkę 13 lat! Chciała stworzyć coś na wzór rosyjskiego „Przeminęło z wiatrem”, bo powieść Margaret Mitchell należy do jej ulubionych. Pracowicie więc przerzucała materiały z epoki, czytała różne dokumenty, listy, pamiętniki. Zrobiła naprawdę świetny „background” i za to należą się jej czapki z głów! Ponieważ od dobrych paru lat również pasjonuje mnie ta epoka i także czytam wszystko, co mi wpadnie w ręce, a co jest związane z rewolucją październikową i końcem carskiej Rosji, więc mogę powiedzieć, że kwestię budowy tła historycznego autorka odrobiła wzorowo. Mimo, że jestem trochę czepialska z natury, nie zauważyłam tutaj błędów historycznych czy też jakichś rażących anachronizmów.

Ale tło to nie wszystko.

W powieści z gatunku „miłość i wojna” na tym tle powinny być nakreślone pasjonujące, wzruszające i trzymające w napięciu losy bohaterów. A czytelnik ma przy lekturze gryźć palce z nerwów, drżeć z niecierpliwości, co będzie dalej i lać łzy ze wzruszenia… A co ja robiłam? Nudziłam się i ziewałam, czekając, aż się całość rozkręci… Cóż, nie rozkręciła się do końca. Fabuła poprowadzona jest niby poprawnie, ale mocno przypomina skromne jedzenie dietetyczne, bez soli, pieprzu i innych przypraw. Ledwo dobrnęłam do końca.

Kim są główni bohaterowie?

Klim Rogow pochodzi z Niżnego Nowogrodu, uciekł z domu w wieku kilkunastu lat, był w Chinach, potem trafił do Argentyny. Mieszkał jakiś czas w Buenos Aires i pracował tam jako dziennikarz. W 1917 roku Klim wraca do Rosji, bo zmarł jego ojciec, zamożny prokurator z Nowogrodu i trzeba objąć po nim spadek. W domu rodzinnym Klima mieszka jego kuzynka Luba z mężem lekarzem. Klim zakochuje się w jej przyjaciółce, pięknej Ninie, wdowie po arystokracie, który poległ na wojnie. Nina mieszka w Nowogrodzie razem z teściową i swoim młodszym bratem Żorą. Próbuje nawiązać kontakt z Klimem, bo jej mąż pożyczył od jego ojca dużą  kwotę pieniędzy. Początkowo chodzi jej tylko o odzyskanie weksli. Nina nie jest szlachcianką, pochodzi z kupieckiej rodziny i ma duży talent do interesów. Takie jest zawiązanie akcji. Jest to okres po rewolucji lutowej, kiedy wszystko jeszcze idzie starym torem. Ale potem przychodzi jesień, rewolucja październikowa, i zmienia się cały porządek społeczny, co ma ogromny wpływ na życie bohaterów. Ich losem zaczynają rządzić różne bolszewickie typy spod ciemnej gwiazdy, zaczyna się bieda, zimno i głód, a w końcu wybucha wojna domowa. Klim próbuje wydostać się z Rosji i wrócić do Ameryki Południowej, ale już jest na to za późno…

W wywiadach autorka podkreśla, że chodziło jej o stworzenie takiego bohatera, który nie opowiadałby się po żadnej ze stron w tym konflikcie społecznym. Tak więc Klim nie jest ani biały, ani też czerwony. Po prostu – próbuje żyć i przeżyć w czasie rewolucji. Jednak Klim ma niewiele z Retta Butlera, jeśli to on właśnie miał zainspirować autorkę. Przypomnijmy, że Rett także długo nie chciał angażować się w wojnę secesyjną, tylko robił na niej interesy. Z kolei inspiracją dla stworzenia ukochanej Klima, Niny, miały być stare pocztówki przedstawiające śpiewaczki operowe z początku wieku XX. Jednak coś tym postaciom brakuje. Są jakieś takie płaskie, papierowe, brakuje im emocji i naprawdę, nie sposób przejąć się dogłębnie ich losami, choć te z czasem stają się coraz bardziej dramatyczne. I tak jest już do końca: czytałam o tragicznych i burzyliwych losach bohaterów i ziewałam ze znudzenia. Ta historia nie rozkręciła się do końca, nie uwiodła mnie swym tragizmem, nie zmusiła do łez ani do czytania do białego rana. Ledwo przebrnęłam przez „Miłość w czasie rewolucji”, niestety, choć pewnie jeszcze sięgnę po dwie kolejne części tej trylogii z uwagi na tematykę i tło historyczne. Wkrótce ma być wydany „Biały Szanghaj” (o „białych” Rosjanach w Chinach) i „Sowiecki książę”. 


 



Autorka tych książek, to jest pani Elivira Baryakina wydaje się dość interesującą postacią: wykształcona Rosjanka mieszkająca w Kalifornii, gdzie wyszła za mąż za potomka „białych” Rosjan. Jest bardzo aktywna w sieci, prowadzi stronę internetową o bogatej treści, pisze książki i artykuły, ma też swój kanał na You Tube, gdzie udziela innym porad na temat pisania książek.

Oto co autorka pisze sama o sobie na swojej stronie internetowej:

 

„Я родилась в 1975 году в Нижнем Новгороде в семье, где время и деньги тратили на книги.
  Моя юность пришлась на эпоху перемен: прежние ценности рассыпались в пыль, а новых никто не придумал. Я ездила верхом, упивалась мемуарами Ариадны Тырковой-Вильямс и старалась не смотреть телевизор. Самым интересным местом для меня были библиотеки с их чугунными лестницами, таинственными подвалами и несравненным запахом старых фолиантов.
  Я преподавала в университете и в свободное время писала. Это был долгий и непростой путь - со взлетами, поражениями и реинкарнациями.
  Меня увлекла история конца XIX - первой половины ХХ вв.: эстетика Art Nouveau и Art Deco, борьба идей, социальные потрясения, поиск Нового Человека и попытки разрушить Старый Мир...
  Моя профессия - это нечто среднее между археологией и алхимией. Я извлекаю на свет божий давно забытые материалы и, смешивая бесчисленные ингредиенты, ищу философский камень.
  Наткнувшись на новую тему, я отправляюсь в путешествие - в Китай, Аргентину или Россию - и тщательно изучаю источники, хожу 'по тем самым мостовым', дышу 'тем самым воздухом' - а потом все переношу в книги. Каждый роман - это череда открытий, и каждый раз мне хочется поделиться находками, увлечь страстью - именно поэтому я трачу отпущенное мне время на писательство. В каком-то смысле это поход за тридевять земель за живой водой, преодоление трудностей и счастье в конце пути.
  Я живу в Калифорнии, в пригороде Лос-Анджелеса. Мой муж - человек, способный воплощать мечты: именно он стоит не только за некоторыми из моих героев, но и за самой возможностью их появления. Наш сын ходит в школу, учит английский, русский и испанский языки, путешествует с нами по миру и имеет все задатки к тому, чтобы вырасти весьма интересным человеком. Моя жизнь проходит в белом кресле за письменным столом перед двумя экранами и клавиатурой. Я работаю по восемь-десять часов в день, не всегда присутствую в реальности и выныриваю из своих миров только для того, чтобы глотнуть кислорода и снова уйти в глубину.”


To jest strona internetowa Elviry Baryakiny:

Главная страница. Официальный сайт Эльвиры ...



A teraz, tak poza konkursem, zdradzę Wam, co naprawdę warto przeczytać na temat rewolucji październikowej i jej skutków. I zaręczam, że przy tych książkach nie będziecie ziewać z nudów!

Lista naprawdę ciekawych książek o rewolucji październikowej i jej skutkach:

1.      Alexandra Belinda, „Biała gardenia”
2.      Bujko Mirosław, „Złoty pociąg”
3.      Bułhakow Michał, „Biała gwardia”
4.      Bunin Iwan, „Przeklęte dni”
5.      Dunin-Kozicka Maria, „Burza od wschodu. Wspomnienia z Kijowszczyzny”
6.      Furnivall Kate, „Rosyjska konkubina”
7.      Gołowkina Irina, „Pokonani”
8.      Kossak Zofia, „Pożoga”
9.      Montefiore Simon Sebag, „Saszeńka”
10.  Ossendowski Antoni Ferdynand, „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”
11.  Pasternak Borys, „Doktor Żywago”
12.  Sayn-Wittgenstein Katarzyna, „Koniec mojej Rosji”
13.  Szołochow Michał, „Cichy Don”
14.  Teffi, “Memories: From Moscow to the Black Sea”
15.  Tołstoj Aleksy, „Droga przez mękę”

 

Baryakina Elvira, „Burzliwa epoka”, część 1 „Miłość w czasie rewolucji” (Аргентинец), tłum. Rafał Dębski, wyd. Prószyński i Ska, Warszawa 2017