Translate

sobota, 24 września 2016

Józef Marcinkowski (Akhara Jussuf Mustafa), „Pamiętnik jasnowidza”




„Pamiętnik jasnowidza”, którego autorem jest Akhara Jussuf Mustafa (prawdziwe nazwisko Józef Marcinkowski) to autobiografia legendarnego warszawskiego wróżbity i jedna z pierwszych książek na tematy ezoteryczne oficjalnie wydanych w PRL-u. Był to hit lat 1970; dzisiaj jest już nieco zakurzony, ale godny przypomnienia. 

Józef Marcinkowski pochodził z biednej rodziny z kresów wschodnich, gdzieś z Wołynia (prawdopodobnie z okolic Równego). Jednak ze względu na peerelowską cenzurę pisze o swojej kresowej młodości w sposób bardzo zawoalowany. Był astrologicznym Rakiem. Urodził się w 1911 roku. W dzieciństwie był świadkiem różnych dziwnych wydarzeń. 

- Mój ojciec był czarownikiem i zabił go piorun – czytamy w „Pamiętniku jasnowidza”. Wcześniej matka widziała we śnie, że widzi swego męża, jak pełznie po ściernisku jak wąż. „Rano, kiedy zjawili się żniwiarze w polu, znaleźli zwłoki ojca stojące pod kopą żyta, ze snopem nasuniętym na głowę jak u chochoła. Od kopy, pod którą te zwłoki stały, biegła wężykowata, czarna linia wypalonego ścierniska.” Matka wyszła drugi raz za mąż, ale wkrótce zmarła z przepracowania. Ojczym był tak okrutny, że 9-letni pasierb przepowiedział mu, że się powiesi. Przepowiednia spełniła się po siedmiu latach. Kiedy Józek miał 10 lat, cudem uniknął śmierci. Przez wioskę przetaczał się front pierwszej wojny światowej (a może wojny polsko-bolszewickiej? autor pisze o tym dość niejasno), a on pomagał przynieść wodę dla konia jednego z wojskowych. Kiedy wrócił z wiadrem, nie było już ani wierzchowca, ani żołnierza, rozwalił ich pocisk artyleryjski. 

W dzieciństwie „przetrącono” mu kręgosłup podczas pracy w lesie. Leżał na łóżku i wył z bólu, nic nie pomagały bańki stawiane za radą sąsiadek. Wtedy zawołano wiejską znachorkę, która zażądała gromnicy, małego stołeczka, czystej szklanki i świeżego jajka kurzego. Gromnicę włożyła mu do ręki, a jajkiem pięć razy przesunęła po całym ciele, szepcząc przy tym jakieś zaklęcia. Potem wybiła je do szklanki. Zawartość skorupki była czarna. „Znak to nieomylny, że całą niemoc babcia ze mnie wyciągnęła.” Potem jeszcze kazała mu skakać przez stołeczek, co miało ostatecznie nastawić kręgosłup. Parę miesięcy leżał na wznak, bardzo cierpiąc, aż w końcu ból zaczął zanikać, chociaż dolegliwości pozostały do końca życia. 

Kiedy miał 15 lat, przyszła po niego śmierć. Był wtedy w bursie i siedział o zmierzchu na krześle koło pieca. Nagle ogarnął go straszny lęk. „W nogach poczułem dotkliwe zimno, a czoło zrosiło się zimnym potem.” Po smudze światła wpadającego przez drzwi jadalni pełzła ku niemu pulsująca, bezkształtna masa. „Krzyk zamarł mi w krtani. A ona wciąż była bliżej i bliżej. Dotknęła moich stóp i wzdłuż goleni wdzierała się do góry. Zdrętwiały i stały się nieczułe palce u nóg, potem stopy, potem łydki, potem kolana, lędźwie. Bezruch narastał. Drętwy i martwy byłem do pasa.” Wtedy na szczęście, wszedł ktoś do pokoju z lampą i nagle straszna mgła zaczęła znikać. 

W 1929 roku, w wieku 18 lat, został podopiecznym  Towarzystwa Przyjaciół Dzieci i Młodzieży Polskiej z Kresów, które w okresie międzywojennym zajmowało się wychowaniem sierot. Przez pewien czas mieszkał w grudziądzkim internacie prowadzonym przez Towarzystwo i uczył się w tamtejszej szkole średniej. Zainteresował się parapsychologią, kiedy do Grudziądza przyjechał z występami niejaki Łączyński, który reklamował się jako „profesor wiedzy tajemnej” i hipnotyzował osoby z publiczności. Marcinkowskiemu nie udało się zobaczyć tego występu, ale wraz z kolegami zdobył dzieło słynnego międzywojennego okultysty Chaima Szyllera-Szkolnika pt. „Siła nasza wewnątrz nas” i według wskazówek tam zawartych, ćwiczył siłę wzroku, wpatrując się godzinami w czarny krążek na białym tle. Wkrótce zaczepiła go na ulicy stara Cyganka. „Wzięła moją prawą ręką w swoje dłonie i długo ją oglądała i z jednej, i z drugiej strony. Puściła ją, popatrzyła na mnie dość dziwnie i powiedziała: „ Będziesz wszędzie pierwszy. I nikt ci wróżyć nie będzie.” Radość z takiej przepowiedni nie trwała długo, bo młody Marcinkowski został wkrótce pierwszym uczniem wyrzuconym ze Szkoły Budowy Maszyn i pierwszym, który zgromadził na świadectwie aż sześć dwój. 

Na balu andrzejkowym w Warszawie pod koniec listopada 1934 roku po raz pierwszy wystąpił jako jasnowidz. Przebrany w strój turecki miał być jedną z atrakcji tej imprezy. Przybrał wtedy pseudonim Akhara Jussuf Mustafa, którego używał do końca życia. O dziwo, jego improwizowane wróżby okazały się prawdziwe. Tak zaczęła się  kariera Akhara Mustafy jako jasnowidza i wróżbity, którą kontynuował w stolicy podczas okupacji aż do powstania warszawskiego. Po powstaniu został przez Niemców wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau. Przeszedł tam piekło, ale przetrwał przy życiu aż do wyzwolenia przez armię amerykańską. Później wrócił piechotą do kraju pokonując silnie strzeżoną granicę pomiędzy strefą amerykańską i radziecką. Po wojnie normalnie pracował na różnych stanowiskach, m. in. jako urzędnik i behapowiec, a po godzinach nadal przyjmował klientów pragnących dowiedzieć się, co ich czeka w przyszłości. 

Książka jest napisana w sposób bardzo błyskotliwy, widać, że Marcinkowski miał nie tylko zdolności paranormalne, ale także wybitny talent literacki. Jego sposób opowiadania przypomina styl pisarski innych dwudziestowiecznych „naturszczyków” jak Henryk Worcell, Zbigniew Umiński czy Stanisław Grzesiuk. Najciekawsze są partie o wróżbach, a najbardziej przejmujące - fragmenty związane z pobytem w niemieckiej niewoli. Także tam umiejętność przepowiadania przyszłości niejednokrotnie ratowała mu życie. Przeczytałam całość jednym tchem. Polecam gorąco, nie tylko miłośnikom ezoteryki! 

Marcinkowski Józef (Akhara Jussuf Mustafa), „Pamiętnik jasnowidza”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1976

Więcej o tym wróżbicie jest tutaj:

Najsłynniejsi polscy wróżbici i jasnowidze - Józef Marcinkowski ...

Mustafa A. J.: Pamiętnik jasnowidza - Parapsychologia ...



2 komentarze:

  1. Nadia Dennis: Oczywiscie jest bardzo ciekawa ksiazka. Losy polskie sa bardzo dramatyczne. Kazdy zyl, jak umial, w tamtych nielatwych czasach. Bardzo dziekuje za ten material!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za wizytę i komentarz! :)))

      Usuń