Jesień, zbliżają się święta śmierci: Helloween (celtycko-anglosaskie), Dziady (słowiańskie) i Wszystkich Świętych (katolickie)… Z tej okazji warto sięgnąć po książki o duchach, widmach, zaświatach, nawiedzonych zamczyskach i innych sprawach paranormalnych, co budzą dreszcze grozy chodzące po kręgosłupie.
Co roku o tej porze robię sobie festiwal takich książek, bo po pierwsze - lubię klimaty grozy, a po drugie – sama jestem autorką książki o duchach (Duchy Kresów Wschodnich), W tym roku mam jeszcze jeden ważny powód, by czytać o śmierci i zaświatach, Niedawno dowiedziałam się, że jestem śmiertelnie chora, mam problem z krwią, w tle majaczy klinika hematologii, do której mam szansę dostać się dopiero za dwa lata. Jeśli dożyję… Dowiedziałam się też, że właściwie ta moja choroba nie jest uleczalna, można ją tylko monitorować na bieżąco. A docelowo to tak białaczka i kaputt!
Pani doktor była brutalnie szczera jak mi to zakomunikowała, a ja szok przeżyłam, jak to usłyszałam. Głowa mnie natychmiast okropnie rozbolała, zakręciło mi się w głowie, myślałam, że upadnę na ziemię. Nie upadłam, ale… teraz wypadają mi włosy dokładnie w tym samym miejscu, gdzie mnie bolało. Tak trochę skóra swędzi, a włosy lecą. Taka trauma! Mam nadzieję, że jak wylecą to potem odrosną. Na razie będę musiała ściąć je na bardzo krótko, by jakoś przeżyć najgorszy okres.
Dlatego w tym roku czytam nie tylko o duchach, ale też o śmierci. Jak się do niej przygotować, jak napisać testament (a mam co zapisać bliźnim 😉), jakie zostawić polecenia co do pogrzebu, nagrobka i tak dalej. Przyszedł czas ostatecznych podsumowań i rozstania się z tym światem.
Teraz powiem Wam o tych lekturach.
Najbardziej przydatna dla mnie w tej chwili jest książka Michaela Hebba „Porozmawiajmy o śmierci przy kolacji”, bo to są praktyczne rozważania o śmierci i jej okolicznościach, Trochę nudna i zbyt wiele rzeczy jest opisywanych w kółko, ale to nowość na polskim rynku wydawniczym. Brakowało u nas takiego poradnika.
Książka Jana Łady „W nawiedzonym zamczysku” to pierwsze powojenne wydanie zakazanego w PRL-u pisarza. To był podobno hit przedwojennej literatury rozrywkowej. Wydawca napisał własną wersję językową tej powieści, aby była zrozumiała dla współczesnego czytelnika. Ja bym wolała przeczytać jednak oryginał. To raz. A dwa – akcja jest taka, że jakbym miała 12 lat to bym była zachwycona. Dla mnie obecnej (62 lata) niezbyt się nadaje. Akcja jest naiwna i przewidywalna, a budowa psychologiczna bohaterów prosta jak budowa cepa. Uczciwie przeczytałam do połowy, dalej tylko przejrzałam. Generalnie jestem na „nie”.
Tak samo nie zmęczyłam powieści Kate Morton „Milczący zamek”. Ciekawie się zapowiadało, ale im dalej, tym nudniej. Niepotrzebne dłużyzny i powtórzenia, mistyki mało, a wiele prostego psychologizowania. Też mówię „nie”.
Spodobała mi się natomiast najnowsza wydana u nas powieść brytyjskiego mistrza horroru Grahama Mastertona „Dom stu szeptów”, która w niekonwencjonalny sposób podchodzi do tematu nawiedzonego zamczyska i angielskiego ludowego folkloru. Ciekawy mix wątków folklorystycznych i poczciwej angielskiej grozy, Mało się bałam, ale przeczytałam z zainteresowaniem, jak autor wybrnie z tej całej układanki.
No, a moja książka?
Dla ciekawych - to jest jej okładka:
Hebb Michael, „Porozmawiajmy o śmierci przy kolacji. Przewodnik i zaproszenie do najważniejszej rozmowy w życiu”, tłum. Magdalena Koziej, Warszawa 2019
Łada Jan, „W nawiedzonym zamczysku”, Poznań 2021
Łukawska Alicja, „Duchy Kresów Wschodnich”, Radzymin 2019
Masterton Graham, „Dom stu szeptów”, tłum. Izabela Matuszewska, Warszawa 2021
Morton Kate, „Milczący zamek”, tłum…, Warszawa 2021
