Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwartalnik "Prowincja". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwartalnik "Prowincja". Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 sierpnia 2021

MOJE TEKSTY O ŻUŁAWACH DOSTĘPNE W INTERNECIE!

Moje teksty o Żuławach są dostępne w sieci na stronach Biblioteki Narodowej. Udostępnia je POLONA, czyli polska biblioteka cyfrowa, w której udostępniane są zdigitalizowane książki, czasopisma, grafiki, mapy, muzykalia, druki ulotne oraz rękopisy pochodzące ze zbiorów Biblioteki Narodowej oraz instytucji współpracujących.

Dowiedziałam się o tym dzisiaj, zupełnym przypadkiem.

Wszyscy piszący pewnie tak czasem robią, że wpisują swoje nazwisko w wyszukiwarkę i patrzą, co wyskoczy 😉

No i ja tak właśnie dzisiaj zrobiłam.

I wyskoczyła mi POLONA!


 

Och, jak zrobiło mi się miło!

Moje słowa poszły w lud! Trafiły pod strzechy!

Teraz każdy, kto zechce, może poczytać sobie to, co pisałam o Żuławach!

Jestem trochę w szoku, bo przecież piszę i publikuję od wielu lat. A coś takiego spotyka mnie po raz pierwszy. Czuję się doceniona. To głaszcze moje ego ;)))

Jak na razie, znalazłam dwa moje teksty. Są to: reportaż o Henryku Szyszce, osadniku żuławskim z Lasowic Wielkich (robiłam z nim wywiad w 2002 roku chyba), a także moje wspomnienia o rodzinie Kowalskich z Markus. Teksty te publikowałam w kwartalniku PROWINCJA, którego redaktor naczelny w tym roku zerwał ze mną współpracę z powodu moich antykowidowych poglądów.

Zobaczcie sami, jak to wygląda. Zrobiłam zrzuty ekranu.

Dostęp do tekstów jest via Akademikę. Trzeba mieć kod ze swojej biblioteki.


 

 



 

niedziela, 6 czerwca 2021

Nr 11/2021 Barbara Wood, „Ulica Rajskich dziewic” i trochę aktualnych ploteczek o życiu (jestę dyskryminowaną antykowidianką)


 

No i wróciłam! Zimna była ciężka, wiosną takoż! Długo chorowałam ja, chorowała moja mama, miesiącami nie mogłyśmy dojść do siebie. A jak wydobrzałam, to miałam takie urwanie głowy z załatwianiem różnych zaległych spraw, które nagromadziły się przez zimę, że w maju to nie wiedziałam, gdzie ręce włożyć. Jeszcze mnie czeka parę spraw do załatwienia.

Ostatnio to u mnie tak: sprawy zdrowotne, rehabilitacja (uczę się chodzić BEZ KULI!!! SUKCES! po 17 latach zaczęłam chodzić normalnie, a teraz tylko kręgosłup doprowadzić do porządku, bo jest w strasznym stanie, stąd moje wizyty w gabinecie medycyny manualnej), spacery w celu wzmocnienia mięśni nóg, sprawy urzędowe moje i mamy (bo z domu nie wychodzi na razie), no i KSIĄŻKA! Moja trzecia książka właśnie się pisze! Dlatego odbywam sobie krótkie wycieczki taksówką po Żuławach, rozmawiam z ludźmi, kręcę się tu i tam! Wypytuję, robię zdjęcia, spisuję wspomnienia. To będzie reportaż historyczny o osadnikach na Żuławach po 1945 roku, takie różne rodzinne historie i opowieści, na podbudowie moich badań archiwalnych.

Do tego od początku plandemii (to nie błąd, celowo piszę PLANDEMIA, bo to akcja zaplanowana jest) udzielam się mocno na FB w antykowidowym ruchu oporu, czytam w kilku obcych językach, tłumaczę i przekazuję tę wiedzę ludziom, którym telewizja wyprała mózgi. Uważam, że aby przeżyć w tych czasach, trzeba po pierwsze dużo wiedzieć, po drugie NIE IŚĆ Z PRĄDEM, stosując się do zaleceń władz, tylko POD PRĄD! Mam sporo czasu na studiowanie różnych aspektów tej plandemii i uważam za swój obowiązek dzielenie się swoją wiedzą z innymi osobami. Niestety, zapłaciłam za to już pewną cenę. Redaktor naczelny Kwartalnika „Prowincja”, z którym współpracowałam od 2017 roku (najpierw drukowali moje teksty, a potem, w 2019 roku, wydali w postaci książkowej wspomnienia mojej mamy Haliny, które razem napisałyśmy) napisał niedawno do mnie, że zawiesza współpracę ze mną z powodu mojej działalności na FB. Zdaje się, że uważa ją za szkodliwą społecznie. Bo on jest kowidowiec, a ja nie, w związku z tym ja nie pasuję mu do całokształtu „Prowincji”. Taka cenzura to nawet w PRL-u mnie nie spotkała, a żyję już na tyle długo, że miałam w młodości do czynienia z prawdziwymi cenzorami za komuny. Ale co tam, widać czas się rozstać. Jak mnie nie chcą, to ja nie będę prosić, ani też przepraszać za to, co robię prywatnie na FB. To moja i tylko moja sprawa. Nikomu nic do tego!

A poza tym…

Generalnie jestem teraz w dobrej fazie twórczej i mam wiele pomysłów. Pisze mi się dobrze i lekko. Byle tylko zdrowie mi dopisało, nogi nosiły, a ludzie chcieli się ze mną spotykać w dobie tego ogólnego zidiocenia, kiedy niektórzy boją się cudzego oddechu. A ja rękę podaję na przywitanie, a jak kogoś lubię, to ściskam na miśka i całuję w policzki. Chcę w ten sposób pokazać, że nie jest tak, jak mówią w telewizornii. Zresztą, ja nawet nie mam telewizora.

A lektury?

Do lektur to ja za bardzo nie miałam głowy przez ostatnie miesiące. Coś tam czytałam (głównie kryminały i jakieś lekkie obyczajówki), ale nie miałam już chęci ani czasu, by o tym pisać.

Ale!

Odkryłam Barbarę Wood! „Ulica Rajskich Dziewic”  (wiem, że tytuł idiotyczny, ale to jest nazwa ulicy w Kairze) to wspaniała saga rodzinna, której akcja dzieje się w Egipcie. Historia wielkiej rodziny z wyższych sfer egipskich rozgrywa się w przeciągu kilkudziesięciu lat. Melodramatyczne losy tej rodziny autorka pokazała na tle skomplikowanych dziejów Egiptu w XX wieku. To się czyta, proszę państwa, to się czyta!

Wcześniej przeczytałam „Zielone miasto w słońcu” tej samej autorki (saga o losach dwóch rodzin: białej i murzyńskiej w Afryce) i też mi się bardzo podobało. Muszę rozejrzeć się za innymi książkami Barbary Wood. Na stare lata, kiedy już raczej sama nie pojadę do egzotycznych krajów (za gorąco i niebezpiecznie dla mnie) to mi zostały tylko lektury. Szukam więc ciekawych powieści, których akcja rozgrywa się w Azji i Afryce. Poczytać sobie mogę, to mi niczym nie grozi 😉)))

Wood Barbara, „Ulica Rajskich Dziewic”, tłum. Andrzej Milcarz, Katowice 2011