Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allende Isabel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Allende Isabel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2015

HURTOWNIA KSIĄŻEK, czyli choruję leżę i czytam




Od pewnego czasu choruję sobie i leżę. Jak mam lepszy dzień, to coś tam sobie podczytuję. 

Przedstawiam dzisiaj Hurtownię książek (termin zapożyczony od Izy od Filetów z Izydora).

W tym czasie przeczytałam m. in.: 

Stefan Zweig, „Niecierpliwość serc” – wzruszający do łez sentymentalny romans dziejący się w przededniu I wojny światowej. Akcja jest taka, że młodego i przystojnego, ale ubogiego oficera austriackiej kawalerii osacza swoją miłością bogata inwalidka na wózku, córka żydowskiego dorobkiewicza, który załatwił sobie tytuł węgierskiego barona. Z rozpędu obejrzałam rosyjską adaptację filmową tej powieści pt. „Любовь за Любов”, której akcja została przeniesiona do carskiej Rosji:





Bolesław Prus, „Lalka” – nudna jak flaki z olejem warszawska soap opera z XIX wieku. Wróciłam do „Lalki” po latach, czytałam wydanie Biblioteki Narodowej opracowane przez mojego promotora, zwracając uwagę raczej na przypisy i stare plany Warszawy niż na treść. Podczas lektury myślałam o tym, skąd u Prusa tyle nienawiści do polskiego ziemiaństwa, tracącego swoje majątki po powstaniu styczniowym. Jakaś zazdrość czy co? Czy naprawdę musiał pokazać polską szlachtę w tak krzywym zwierciadle? Przypomniała mi się celna i krótka recenzja tej powieści, którą wygłosiła sprzedawczyni na rynku: każą wnuczce do szkoły „Lalkę” czytać. I po co? Żeby ten Prus napisał coś wartościowego, a nie że się stary dziad zakochał w młodej dziewczynie.



Martin Pollack, „Po Galicji” – wirtualna podróż austriackiego pisarza po polskich Kresach Wschodnich (Przemyśl, Drohobycz, Tarnów i tak dalej aż do Czerniowców i z powrotem), w czasie której autor ma tak wybiórcze spojrzenie, iż nie dostrzega prawie wcale Polaków z Galicji, tylko Niemców, Żydów i Ukraińców. A jak widzi jakiegoś Polaka, to ma on żydowskie pochodzenie. Książkę chwali Gazeta Wyborcza. Tja… I po co mi to było? Tylko nerwy...



Isabel Allende, „Ripper. Gra o życie” – newage’owy kryminał autorki znakomitego „Domu dusz”. Niektórzy pisarze są autorami tylko jednej książki. Isabel Allende chyba o tym nie wie. Powinna pozostać przy tym „Domu dusz” opartym na wątkach autobiograficznych i nic więcej później nie pisać. Niestety, naczytała się kryminałów skandynawskich i postanowiła napisać ich kalifornijską wersję. Wyszedł jej smętny, przeładowany hipisowską dydaktyką gniot, a nie kryminał. Jedynym plusem jest to, że mordercą okazał się transwestyta. Nigdy nie miałam dobrego zdania o facetach przebierających się w babskie ciuchy.