Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polowania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polowania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 czerwca 2017

Józef Weysenhoff, „Soból i panna”


„Soból i panna” Józefa Weysenhoffa to najsłynniejsza polska powieść myśliwska, dzisiaj już nieco zapomniana. Odkurzyłam ją sobie, bowiem przeczytałam niedawno wspomnienie Tomasza Zana o tym, jak we wczesnej młodości słuchał autora czytającego kolejne rozdziały tej powieści. 

Mam ogromne poczucie winy, bowiem powinnam była przeczytać tę książkę przeszło trzydzieści lat temu, na egzamin z literatury Młodej Polski, ale – ponieważ nic wtedy jeszcze nie wiedziałam o Kresach wschodnich - nie zrozumiałam jej wtedy zupełnie. W ogóle mnie nie zainteresowała, a wręcz znudziła i pewnie nigdy bym po nią ponownie nie sięgnęła, gdyby nie niedawna lektura książki Wojciecha Wiśniewskiego „Ostatni z rodu. Rozmowy z Tomaszem Zanem”, o której pisałam tutaj  

Tak to właśnie nieraz literackie tropy wiodą czytelnika od jednej ksiażki do drugiej. 

Józef Weysenhoff, wuj Tomasza Zana, opisał w „Sobolu i pannie” świat, którego już nie ma. Uwiecznił ludzi, zwierzęta, krajobrazy i zdarzenia na dawnej Litwie, w okolicy Rakiszek w okręgu poniewieskim. I jeśli będziemy czytać tę powieść jako zapis tamtego świata, to od razu stanie się ona bardziej interesująca. Nie należy jednak szukać w niej romansu, bo ten jest tutaj mniej ważny, a do tego blady i schematyczny. 

A więc do rzeczy! 

Akcja tej powieści z kluczem dzieje się tuż przed I wojną światową. Młody student z Wilna Michał Rajecki przyjeżdża na wakacje do swego majątku w Jużyntach. Spędza lato na wspólnym polowaniu z sąsiadem z Gaczan, nieco starszym od siebie Stanisławem Pucewiczem. Pierwowzorem Pucewicza był inflacki baron Piotr Rozen, który wraz z młodym Tomaszem Zanem i innymi sąsiadami w początkach XX wieku słuchał wieczorami przy kominku w Duksztach (majątku Zanów),  jak autor czyta kolejne odcinki powstającej powieści. 

W czasie polowania bohaterowie powieści przypominają sobie starą polską pieśń łowiecką „Pojedziemy na łów, towarzyszu mój”, w której jest mowa o tym, że na polowaniu można spotkać i zwierzynę, i dziewczynę. 



Dalej dzieje się tak, jak w tej pieśni. Myśliwi znajdują piękną, 17-letnią litewską chłopkę, Warszulkę Łaukinisównę rwącą orzechy z „pańskiego” krzaka. No i wtedy jakaś iskra przeskakuje pomiędzy paniczem Michałem a Warszulką. Zawiązuje się między nimi jakieś porozumienie, ale – jak już wspomniałam – ten romans jest oparty na schemacie „panicz i dziewczyna” i nigdzie nie wychodzi poza tenże stereotyp. Tu jest ilustracja tego wątku powieściowego, której autorem jest Henryk Weysenhoff, kuzyn autora:



Ale przecież nie o ten romans przecież chodzi w tej powieści, ale o pokazanie całej palety różnych barwnych typów ludzkich, jakie Michał spotyka podczas wakacyjnych polowań na Litwie i nie tylko. Każdy z rozdziałów jest bowiem opisem kolejnego polowania i właściwie poszczególne rozdziały można czytać jako odrębne opowiadania. Mnie najbardziej przypadła do gustu opowieść o Trembeliszkach i zimowym polowaniu Stanisława Pucewicza w tej okolicy. Jest to po prostu narracyjny majstersztyk! 

W ogóle, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona „Sobolem i panną”. Nie sądziłam, że lektura tego szacownego zabytku literackiego przyniesie mi tyle radości, przyjemności i wzruszeń estetycznych. Całość jest napisana pięknym językiem, cudowną polszczyzną, przy czym nawet liczne opisy przyrody nie nudzą, tylko dodają całości kolorytu. Jako miłośniczka psów zauważyłam, że z ogromną miłością pisze autor także o wiernych pomocnikach myśliwego, o tych dzielnych psach myśliwskich, które nawet troszeczkę personifikuje, przypisując im prawie ludzie cechy i zdolność myślenia. Jakież to rozczulające! I chyba dzięki Weysenhoffowi przekonałam się do polowań! Zdaje się, że one wcale nie są takie nudne. Kiedyś myślałam, że to tak jak zbieranie grzybów czy jagód, że myśliwi tylko snują się ze strzelbą po lesie… A to przecież niesie ze sobą tyle niezwykłych wrażeń, przeżyć i pięknych widoków. W końcu cała nasza sarmacka kultura związana była z polowaniami!

Na koniec chciałabym dodać, że – jak zwykle – szukałam sobie w sieci wieści o tym, gdzie są miejscowości opisane w powieści i co tam się teraz dzieje. Z ogromną przyjemnością donoszę, że literackie Gaczany rodu Pucewiczów z „Sobola i panny” istnieją naprawdę. Właśnie tam powstała inna powieść Weysenhoffa, czyli "Puszcza". Do II wojny światowej mieszkał tam Piotr Rozen, czyli pierwowzór powieściowego Stanisława Pucewicza. Potem byli tam Sowieci, Niemcy i znowu Sowieci. Piotr Rozen i jego syn Antoni musieli opuścić rodzinny dom. Ale historia plecie niezwykłe zakończenia. Po wielu latach okazało się, że Antoni Rozen, który nigdy nie zrzekł się litewskiego obywatelstwa, może odzyskać swój rodowy majątek od rządu litewskiego. I oto, po różnych perypetiach, Gaczany znowu należą do Rozenów! Od paru lat jest tam pensjonat, który reklamuje się jako „polski dwór na Litwie”. A to jest strona tegoż pensjonatu, zajrzyjcie:



Weysenhoff Józef, „Soból i panna”, wyd. Świat Książki, Warszawa 2007
Żródło ilustracji: Wikipedia, File:Sobol i panna by Weyssenhoff.jpg



czwartek, 7 stycznia 2016

Józef hr. Potocki, „Notatki myśliwskie z Afryki”, czyli Czarny Ląd bez poprawności politycznej






Macie dość politycznej poprawności? Drażni Was nazywanie Murzynów – Afrykanami albo Afroamerykanami? Oburzają Was ataki na – rzekomo rasistowską – margarynę Palmę i stary szkolny wierszyk Juliana Tuwima o Murzynku Bambo, co w Afryce mieszka? 

Jeśli tak – poczytajcie sobie „Notatki myśliwskie z Afryki” hrabiego Józefa Potockiego! Ten wielki kresowy polski pan przeszło sto lat temu w towarzystwie trzech innych polskich arystokratów wyprawił się do Somalii w Afryce, by polować na egzotyczne zwierzęta i opisał tę wyprawę tak znakomicie, że z chęcią poczyta o niej każdy, nawet ten, kto nie jest miłośnikiem polowań. Wielkim atutem tej książki jest lekkie pióro, gawędowy styl opowieści i reportażowa relacja z mało znanego afrykańskiego kraju. 

Potocki pisze o Afryce tak, jak się pisało w jego czasach, kiedy o poprawności politycznej nikomu się jeszcze nie śniło. U niego Murzyn to Murzyn, a biały człowiek to biały człowiek. Oczywista dla Potockiego jest segregacja rasowa i wrodzona niższość osobników o czarnej skórze. Jest to niższość kulturowa, językowa, religijna, społeczna i tak dalej. Zdaniem Potockiego, tylko inteligentne osobniki o czarnej skórze nadają się do służby białym ludziom. Przy tym, hrabia pochwala Anglików, że oni właśnie w swoich afrykańskich i azjatyckich koloniach wyjątkowo dobrze dbają o utrzymanie porządku na tle rasowym i supremacji białego człowieka. 

No, a poza tym, pisze o przygotowaniach do wyprawy, podróży do Afryki z licznymi bagażami i samym polowaniu. Czyta się to dobrze i lekko, choć i tu różni współcześni „ekolodzy” mogliby pewnie mieć zastrzeżenia do tego, w jaki sposób biali ludzie zajmowali się łowiectwem pod koniec XIX wieku. Czasy bardzo się zmieniły od tamtej pory – na niekorzyść białego człowieka, niestety.   


Jeszcze trochę o autorze.  



Józef Mikołaj Potocki (na zdjęciu) uzdolnienia literackie odziedziczył w genach. Był prawnukiem pisarza Jana Potockiego, autora „Rękopisu znalezionego w Saragossie” i licznych relacji z podróży. Jego rodzice to Alfred Potocki i Zofia z Sanguszków. Należały do niego liczne posiadłości, w tym Szepetówka i Antoniny na Wołyniu, a także pałac Potockich przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. 

Hrabia był bardzo dobrym gospodarzem, w jego dobrach powstawały zakłady przetwórstwa rolniczego, stawy rybne i cukrownie. A poza tym, podobnie jak jego pradziadek - kochał podróże i umiał o nich zajmująco opowiadać. Prócz „Notatek myśliwskich z Afryki” jest autorem „Notatek myśliwskich z Dalekiego Wschodu. Indye. Ceylon” i „Nad Nilem Niebieskim”. 



Warto zwrócić uwagę na Antoniny Potockiego (pałac na ilustracji), gdyż był to wielki, wzorowo prowadzony majątek, w którym m. in. pracował Tadeusz Kossak, brat bliźniak malarza Wojciecha Kossaka i ojciec Zofii Kossak-Szczuckiej. Jeździły tam na wakacje z Krakowa obie Kossakówny, przyszłe pisarki (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec). W 1919 roku pałac w Antoninach został spalony przez bolszewików i zbuntowane rusińskie chłopstwo. Dramat tej posiadłości i jej tragiczny koniec opisała Zofia Kossak-Szczucka w swej słynnej „Pożodze”, książce opiewającej zagładę polskiej cywilizacji na dalszych kresach wschodnich. 

Hrabiemu Potockiemu udało się uratować, a nawet ewakuować z Kresów swoją bibliotekę i zbiory muzealne do Warszawy. Niestety, wszystko spłonęło w czasie Powstania Warszawskiego. 


Potocki Józef, hrabia, „Notatki myśliwskie z Afryki”, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2009


Wykorzystane tu ilustracje pochodzą z Wikipedii:
1.      File:Антоніни.Палац Потоцьких.1914.png
2.      File:Potocki I A.tif