Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiktoriańsko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiktoriańsko. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 marca 2018

Frederic Burnaby, „Wyprawa do Chiwy. Podróże i przygody w Azji Środkowej” (podróże retro)






„Wyprawa do Chiwy” Frederica Burnaby’ego to klasyka wiktoriańskiej literatury podróżniczej. Książka ta pod wieloma względami przypomina głośną powieść Juliusza Verne’a „W osiemdziesiąt dni dookoła świata”, z tym, że – w przeciwieństwie do fikcyjnego bohatera tej powieści Fileasa Fogga – brytyjski kapitan Burnaby naprawdę odbył swoją podróż i sam ją potem opisał. 



Frederic Burnaby (1842-1885), widoczny powyżej na wspaniałym portrecie z epoki, należał do celebrytów epoki wiktoriańskiej. Ogromną sławę przyniosła mu właśnie książka „Wyprawa do Chiwy”, która natychmiast po wydaniu w 1876 roku stała się wielkim bestsellerem literackim. Był synem pastora z Yorkshire, w młodości kształcił się w typowych brytyjskich szkołach z internatem. Już wtedy odznaczał się olbrzymim wzrostem i nadludzką siłą. Mógł podobno unieść do góry pod każdą pachą jednego ze swych kolegów szkolnych, potem unosił nawet dwa kucyki. Nie był jednak typowym okazem osiłka, bowiem został dobrze wyedukowany, także pod względem lingwistycznym. Znał podobno aż siedem języków obcych, w tym język rosyjski, co w tamtych czasach było wielką rzadkością wśród Anglików. Jako młody człowiek, w 1859 roku wstąpił do wojska, służył w kawalerii (Royal Horse Guard). Kochał ryzyko i przygody, w wolnych chwilach (wojskowi mieli wtedy długie urlopy) jeździł po świecie jako korespondent wojenny, latał balonem i podejmował długie, pełne przygód podróże. Nasuwa się pytanie, czy był może szpiegiem? Na to właśnie wskazywałyby jego umiejętności językowe i egzotyczne wyprawy podróżnicze do krajów, którymi interesowało się brytyjskie imperium. 

Można mieć także podejrzenie, że jego wyprawa do Chiwy w Azji Centralnej 1875 roku, terytorium której zostało niedawno (w 1873 r.) zostało podbite przez wojska rosyjskie, miała charakter szpiegowski. Chanat Chiwy wówczas jeszcze istniał, ale był już pod protektoratem Rosji, stacjonowały tam rosyjskie wojska, Rosjanie pobierali podatki od władcy tego państewka. Czy kapitan Burnaby został tam wysłany w misji szpiegowskiej? Tego nie dowiemy się z książki. Czytamy tam tylko, że pewnego pięknego dnia siedząc ze znajomymi w Afryce gdzieś nad Nilem, postanowił wybrać się właśnie do Chiwy. Rosjanie zakazują tam jeździć obywatelom obcych państw? Aaa, to jeszcze lepiej! W takim razie pojadę tam na pewno! Podróż ta zyska interesujący pieprzyk, jako owoc zakazany. Innych powodów wyjazdu kapitan Burnaby właściwie nie podaje. 

Wyprawa do Chiwy odbyła się w najbardziej niekorzystnym okresie roku, to jest w sezonie jesienno-zimowym, bo wtedy właśnie kapitan Burnaby miał kilkumiesięczny urlop wojskowy.  Wybrał się tam w czasie okrutnej rosyjskiej zimy, jechał w mrozie i śniegu. Podobno o tej jego wycieczce nie był poinformowany jego przełożony w wojsku, jednak wiedziały o niej inne czynniki, m. in. dyplomaci brytyjscy i rosyjscy. Burnaby rozpoczął swoją podróż od stolicy Rosji, czyli do Petersburga, gdzie okazało się, że właściwie to może pojechać do Azji Centralnej. Z Petersburga pojechał pociągiem do Orenburga, dokąd wówczas dochodziły tory kolejowe, dalej stamtąd jechał już saniami i wozami zaprzężonymi w konie lub wielbłądy, a częściowo na końskim grzbiecie. 

Sprawą, która go najbardziej interesowała w czasie tej podróży były azjatyckie podboje Rosji, które budziły wówczas zrozumiały niepokój Anglików siedzących wówczas w Indiach. Imperium Brytyjskie obawiało się, że granice Rosji przesuwają się coraz bardziej na południe i na wschód, a wkrótce mogą dosięgnąć Himalajów. Anglicy nie byli pewni, czy wygrają w tej wielkiej grze toczonej przez dwa mocarstwa o nowe ziemie podbijane w Azji, tym bardziej, że Rosja miała wówczas o wiele więcej wojska. 

Książka Burnaby’ego pełna jest takich rozważań polityczno-geograficznych, ale jej większość zajmują po prostu opisy podróży. Znajdziemy tu uwagi autora na temat europejskiej części Rosji, rosyjskiej mentalności i sposobom życia, a także wiele ciekawostek na temat Azji i Azjatów w XIX wieku. Ogromnym walorem tej książki jest brak politycznej poprawności. Anglik z epoki wiktoriańskiej wie, że jako biały człowiek (a zwłaszcza biały mężczyzna!) jest po prostu panem świata, a służącego tłucze się po grzbiecie albo kopie w zadek, jak na to zasłuży. Czytając opisy przygód autora miałam wrażenie, jakbym przeniosła się w świat książek Juliusza Verne’, o czym wspomniałam już na początku. Czyta się to bardzo szybko i lekko, opowieść Burnaby’ego skrzy się od dowcipu i zabawnych anegdotek. Wychowałam się na książkach przygodowych pisanych w takim właśnie duchu, więc podczas lektury czułam się tak, jakby wróciła do krainy dzieciństwa. 

 Dalsze koleje losy kapitana, a raczej już pułkownika (po drodze był awans wojskowy) Burnaby’ego były równie ciekawe. Żył aktywnie szybko, nie unikał przygód. W 1879 roku ożenił się z Elizabeth Hawkins-Whistead, brytyjską pionierką wspinaczki wysokogórskiej znanej bardziej jako Mrs Aubrey Le Blond. Jednak krótko cieszył się szczęściem małżeńskim, bowiem w 1882 roku poległ w słynnej bitwie pod Abu Klea w Afryce nad Nilem, gdzie Brytyjczycy starli się z siłami sudańskich powstańców pod wodzą Mahdiego (tego samego, o którym pisał Henryk Sienkiewicz w powieści „W pustyni i w puszczy”). 

Pułkownik Burnaby zginął, ratując w czasie bitwy swoich kolegów. Jego śmierć przeszła do legendy. Uznano go za jednego z największych wiktoriańskich bohaterów, człowieka łączącego w sobie odwagę, żądzę przygód i wdzięk wielkiego pana. Niestety, teraz, w dobie poprawności politycznej i w czasach, kiedy Wielka Brytania odcina się od swojej kolonialnej przeszłości i przeprasza dawniej podbite ludy za swoje wcześniejsze czyny, takie osoby jak pułkownik Burnaby nie są dobrze widziane. Ku mojemu zdumieniu, ten bohater epoki wiktoriańskiej jest celowo przemilczany, nie kręci się o nim filmów, nie pisze się o nim książek. Nie ma kultu takich postaci w obecnej Wielkiej Brytanii. To jest dla mnie szok, jak można zapomnieć o własnej imperialnej przeszłości. 

Znalazłam w sieci tylko jeden amatorski filmik poświęcony śmierci Frederica Burnaby’ego, jest to nagranie starej angielskiej pieśni wojskowej:
  



Come listen to my story lads there’s news from oversea,
The Camel Corps hath held their own and gained a victory!
Weep not me boys for those who fell, they did not flinch nor fear,  
They stood their ground like Englishmen and died at Abu Klea!  

No more our Colonel’s form we’ll see, his foes have struck him down,
His life on earth alas is o’er, but not his great renown!
No more his merry voice we’ll hear, nor words of stern command,
He died as he had often wished, his sabre in his hand!
Weep not me boys for those who fell, they did not flinch nor fear,  
They stood their ground like Englishmen and died at Abu Klea!  

Now Horse Guards Blue both old and young, each man from front to rear,
Remember Colonel Burnaby at sandy Abu Klea!
And when old England calls the Blues to battle soon or late,
We shan’t forget how soldierly the Colonel met his fate.
Weep not me boys for those who fell, they did not flinch nor fear,  
They stood their ground like Englishmen and died and Abu Klea!
  
Inna książka Burnaby’ego “On Horseback Through Asia Minor” jest dostępna w oryginale na stronie “Forgotten Books”. Polecam:

On Horseback Through Asia Minor - Forgotten Books


Burnaby Frederic, „Wyprawa do Chiwy. Podróże i przygody w Azji Środkowej”, tłum. Tomasz Bieroń, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2010 (seria podróże retro)

Źródło ilustracji: Wikipedia, File:Frederick Gustavus Burnaby by James Jacques Tissot.jpg


czwartek, 4 maja 2017

George du Maurier, „Trilby. Iluzja miłości” (wiktoriańska klasyka)





Powieść „Trilby. Iluzja miłości” George’a du Maurier’a to jedna z najpopularniejszych powieści wiktoriańskich, klasyka XIX wieku, melodramat w stylu gotyckim. Niestety, polscy czytelnicy poznają ją dopiero teraz, przeszło 120 lat od jej wydania (ukazała się po raz pierwszy w 1894 roku).

Akcja powieści rozgrywa się w Paryżu i w Londynie, w środowisku artystycznej cyganerii. Trzech młodych brytyjskich malarzy wynajmuje wspólnie paryską pracownię, w której pewnego dnia zjawia się biedna, ale za to piękna młoda dziewczyna z sąsiedztwa nazywająca się Trilby O’Ferral, pół-Irlandka i pół-Francuzka. Trilby pracuje w pralni, a poza tym pozuje malarzom za pieniądze. Jest ubrana bardzo ekscentrycznie, w stary wojskowy mundur, spódnicę i rozdeptane męskie buty. Tak wyobrażał ją sobie autor powieści (który był także rysownikiem i karykaturzystą):


Pracownię trzech malarzy odwiedza także mieszkający w pobliżu polski Żyd imieniem Svengali, demoniczny muzyk i kompozytor, który uczył się muzyki w Niemczech. Svengali gra na pianinie piosenkę, a Trilby podśpiewuje. Okazuje się, że dziewczyna ma niezwykle potężny głos, choć zupełnie nie ma słuchu muzycznego, ani też żadnego muzycznego wykształcenia. Wszyscy mężczyźni są zauroczeni piękną i uroczą Trilby. Jeden z nich maluje na ścianie szkic jej stopy. Po pewnym czasie najmłodszy z artystów oświadcza się dziewczynie, ale ich małżeństwo nie dochodzi do skutku z powodu nierówności społecznej (malarz pochodzi z bogatej rodziny, zaś Trilby z dołów społecznych). 


Po kilku latach trzej przyjaciele znów się spotykają i idą razem na koncert muzyczny do opery. Tam okazuje się, że orkiestrą dyryguje Żyd Svengali, a występująca artystka to Trilby, która swym silnym głosem wykonuje najpiękniejsze pieśni i arie operowe. Jakim cudem ta pozbawiona słuchu dziewczyna zaczęła tak śpiewać? Otóż, wpadła w sidła hipnotyzera! Demoniczny Svengali wprowadzał ją w stan hipnozy i usypiał, programując wcześniej, co i jak ma śpiewać. Dziewczyna była bezwolnie posłuszna jego woli, a do tego w stanie świadomym zupełnie nie zdawała sobie sprawy, co się z nią dzieje po zahipnotyzowaniu… 

Co było dalej? Przeczytajcie sami! 

Słuchajcie, to się czyta! To się niezwykle dobrze czyta! No i ten niesamowity klimat grozy i niedopowiedzeń… 

„Trilby” George’a du Mauriera można postawić na jednej półce z takimi angielskimi utworami jak „Kobieta w bieli” Wilkie Collinsa, powieści Charles’a Dickensa czy Williama Thackeray’a. Tytułowa bohaterka została przedstawiona jako niewinna ofiara złowieszczego żydowskiego muzyka, który zakochał się w niej do szaleństwa i zrobił z niej gwiazdę opery na skalę światową, wykorzystując ją do swych niecnych celów.  Jej prześladowca, czyli demoniczny Svengali, na rysunku w książce  przedstawiony został jako złowieszczy pająk:




Fabuła „Trilby” nie została wcale wymyślona przez autora, tylko oparta na autentycznym przypadku angielskiej śpiewaczki operowej Anny Bishop (1810-1884), która związała się z francuskim harfistą i kompozytorem Nicolasem Charles’em Bochsa (1789-1856). Mężem Anny był kompozytor Harry Bishop (autor „Home, sweet home”), lecz kobieta uciekła od niego z Francuzem, z którym występowała w całej Europie.  Bochsa był jej menagerem oraz akompaniatorem. Nie opuszczał jej ani na krok. Razem popłynęli do Australii, gdzie wówczas trwała wielka gorączka złota i można było zarobić ogromne pieniądze. Ta sprawa należała do najgłośniejszych skandali towarzyskich XIX stulecia.

Z kolei powieść George’a du Mauriera stała się inspiracją dla słynnej powieści „Upiór w operze” francuskiego autora Gastona Leroux. 

 „Trilby” była wielokrotnie filmowana. Według niej powstały aż trzy filmy nieme (w latach 1914, 1915 i 1923, wszystkie pod tytułem „Trilby”) i trzy dźwiękowe. Te ostatnie wszystkie nosiły ten sam tytuł - „Svengali” (w 1931 roku – w roli tytułowej John Barrymore, w 1954 roku – Donald Wolfit w roli tytułowej, w 1983 roku – w roli tytułowej Peter O’Toole, Jodie Foster jako Trilby). W 1991 roku powstał musical „Svengali” wystawiany w Stanach Zjednoczonych. 

Powieść dała też początek tzw. „Trilbymanii”, to jest wykorzystywaniu jej motywów w różnych sztukach teatralnych, burleskach, filmach i parodiach. Kapelusz, który w jednej ze sztuk nosil na scenie demoniczny Svengali, został nazwany trilby (jest to model męskiego kapelusza, w ostatnim czasie chętnie noszony przez młode kobiety, wyguglujcie sobie! Chodzi o „trilby hat”.).

Zarzucano tej powieści, że jest antysemicka, bo jako negatywnego bohatera ukazuje Żyda. No, mój Boże, w takim razie antysemickim byłby zarówno „Kupiec wenecki” Szekspira, jak i „Olivier Twist” Dickensa z uwagi na postać Żyda Fagina! Jakieś bzdurne te zarzuty…

Warto jeszcze dodać, że George du Maurier to dziadek słynnej pisarki Daphne du Maurier, autorki „Rebeki”, „Gospody Jamajka”, „Mojej kuzynki Racheli”, „Zatoki Francuza” i innych popularnych powieści. Także jej siostra Angela była pisarką, lecz na razie nic chyba z jej twórczości nie przetłumaczono na język polski. 

Amerykański film "Svengali" z 1931 roku:

 



Du Maurier George,  „Trilby. Iluzja miłości”, tłum. Martyna Plisenko, wyd. Replika, Zakrzewo 2017

Źródła ilustracji:
1.      Wikipedia. Datei:Trilby.jpg
2.      Wikipedia. Datei:Svengali hypnotisiert Trilby.jpg
3.      Wikipedia. File:Trilby12.jpg