Dali
Nagrodę Nobla Swietłanie Aleksijewicz z Białorusi. Pozytywny plus jest taki, że w końcu
dali ją komuś, kogo książki dają się
czytać, ba, są przejmujące i wzruszają do łez.
Są
jednak także plusy negatywne…
Po
pierwsze - mam wątpliwości, czy umiejętność zmuszania czytelnika do płaczu zasługuje
aż na Nobla? Jeszcze większe łzy niż przy lekturze książek Aleksijewicz lałam
na przykład przy powieści dla dzieci pełnej humanitarnych treści pt. „Biały Bim
czarne ucho”, a jednak jej autor, pisarz radziecki Gawrił Trojepolski, Nagrody
Nobla nie dostał.
Po
drugie, mam wrażenie, że jest to nagroda polityczna, dana pani Aleksijewicz na
złość władzom Rosji i Białorusi. Aleksijewicz ma trudną do określenia tożsamość
narodową, bądź też nie ma jej wcale, bo w wywiadach raz określa się jako
Rosjanka, raz jako Białorusinka, kiedy indziej jako Ukrainka. Rodzinnie to
wygląda tak: ojciec – Rosjanin, matka – Ukrainka. Do
tego - Aleksijewicz mieszka w Niemczech, ale pisze po rosyjsku. Czy jest to więc pisarka
rosyjska? Skoro tworzy po rosyjsku to nie jest przecież ani białoruską ani też ukraińską
pisarką.
Aleksijewicz
jest znana z tego, że nie lubi Baćki, to jest prezydenta Białorusi Aleksandra
Łukaszenki. Nie lubi także prezydenta Rosji, Władymira Putina. Wnioski nasuwają
się same…
Na
złość Baćce i Putinowi dajmy Nobla babie, która ich nie znosi! Podejrzewam, że
tak było.
A
ja w tym roku czytałam reportaże „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”
i na wiosnę pisałam o tej książce na blogu. W obecnej sytuacji jestem zmuszona
do autocytatu.
Pisałam
tak:
Pamiętacie
Rosjan z wypchanymi kraciastymi torbami sprzedających na polskich targowiskach
WSZYSTKO? To o nich jest ta książka!
„Czasy
secondhand. Koniec czerwonego człowieka” Swietłany Aleksijewicz to reportaż, a
zarazem rozpisany na głosy tren żałobny ku czci mieszkańców Związku
Radzieckiego, państwa, którego już nie ma i którego upadek stał się przyczyną wielu
osobistych tragedii. Są to spisane przez autorkę długie i skomplikowane
monologi „skrzywdzonych i poniżonych” ludzi, którzy czują się oszukani zarówno
przez socjalizm, jak i przez kapitalizm.
Kiedyś
było wszystko wiadomo, a teraz na jednym kanale w telewizji leci film, w którym
czerwoni biją białych, a na drugim film, w którym biali biją czerwonych –
twierdzą skołowani bohaterowie Swietłany Aleksijewicz. Upadek Związku
Radzieckiego był powodem radości dla świata zachodniego. Ale mieszkańcy ZSRR zapłacili
za to wydarzenie wysoką, czasem najwyższą cenę. I właśnie o tym jest ta książka.
Skończył
się jeden świat, zaczął się drugi, a przy tym… Zmiany mentalności, zmiany
filozofii, całkowite odwrócenie biegunów dobra i zła, a w efekcie - zamiast
obiecanej wolności - ludzie otrzymali tylko pizzę, dżinsy i 100 gatunków
kiełbasy. Koniec imperium radzieckiego był niebezpieczny dla ludzi. Zaczęły się
rozruchy w republikach azjatyckich i europejskich, Azerowie zabijali Ormian,
Ormianie Azerów. W Pribałtyce krzywo patrzano na Rosjan, w Azji zabijano ich, a
Rosjanki gwałcono. Do głosu doszły tłumione wiele lat emocje, wszyscy mieli
poczucie krzywdy. Przy tym, walił się przemysł, nie było pieniędzy na wypłaty,
jedni biednieli, a drudzy bogacili się ponad miarę kosztem innych.
Zbiorowym
bohaterem tej książki jest „sowek”, człowiek radziecki, który był przystosowany
do życia w Związku Radzkieckim, a nie zdążył się jeszcze przystosować do życia
w nowych warunkach. I prawdopodobnie nie przystosuje się do końca życia. Autorka
daje mu mówić, właściwie cały tom to nagrane przez nią długie i emocjonalne
wypowiedzi. Są to bardzo gorzkie i dramatyczne opowieści, historie życia „sowków”
są niczym z Dostojewskiego. Ich lektura powoduje ucisk w gardle i łzy w oczach.
Czytanie
tej książki przypominało mi znane z dzieciństwa uczucie zrywania starego strupa
z kolana: boli, pojawia się krew, a nie możesz przestać. Sama żyłam w jednej i
w drugiej epoce, mam więc porównanie, kiedy było lepiej, a kiedy gorzej. To
była też częściowo narracja o przemianach, jakie zaszły we wszystkich
demoludach, także więc u nas. Człowiek, który żył w tamtej epoce, inaczej
zrozumie tę książkę niż młoda osoba, która zna socjalizm tylko z drugiej ręki.
Autorka
nie ocenia swoich bohaterów i rzadko tylko wchodzi z nimi w dialog. I tu
pojawiają się zgrzyty, bo w tych nielicznych momentach okazuje się, że patrzy z
góry na przeżywającego swoje dramaty „sowka”. Mam wrażenie, że Aleksijewicz
sytuuje siebie powyżej niego, a jej olbrzymia empatia jest tylko zabiegiem
stylistycznym, mającym na celu nakłonienie ludzi do zwierzeń. Ostatecznie,
oszukany i przegrany „sowek” zostaje na lodzie ze swoim bólem i zmarnowanym
życiem.
Aleksijewicz
Swietłana, „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka”, tłum. Jerzy Czech,
wyd. Czarne, Wołowiec 2014
Zdjęcie
autorki z Wikipedii (File:Swetlana Alexandrowna Alexijewitsch.jpg)