Translate

czwartek, 26 maja 2016

Zofia z Fredrów Szeptycka, „Wspomnienia z lat ubiegłych”



„Wspomnienia z lat ubiegłych” Zofii z Fredrów Szeptyckiej (na zdjęciu z Wikipedii) to kolejna lektura kresowa, na którą natrafiłam zupełnym przypadkiem. Autorka tej książki urodziła się w 1837 roku we Lwowie w domu przy ulicy Sykstuskiej jako córka komediopisarza Aleksandra Fredry i jego żony Zofii Jabłonowskiej-Skarbkowej. Kiedy przyszła na świat, jej rodzice byli już niemłodymi ludźmi, ojciec miał lat 44, zaś matka 39. 

Mała Zofia spędzała dzieciństwo we Lwowie a także w Beńkowej Wiszni, wiejskiej posiadłości rodziny Fredrów w okolicy Sambora. Nigdy nie chodziła do żadnej szkoły, jedyną jej nauczycielką była szwajcarska guwernantka Adela Defforel, zwana pieszczotliwie Mazdunią. Autorka poświęca jej wiele ciepłych słów w swym pamiętniku z lat młodości, zdaje się, że miała z Mazdunią o wiele lepszy kontakt niż z własnymi rodzicami (matkę wspomina jako osobę zimną i oschłą, ojca – jako krewkiego choleryka budzącego postrach w otoczeniu). 

Ta wspominkowa książka jest nieocenionym źródłem informacji o życiu codziennym we Lwowie i okolicy w połowie XIX wieku. Wiele tu smaczków obyczajowych z życia ówczesnej galicyjskiej arystokracji. Szeptycka musiała odziedziczyć trochę talentu literackiego po tatusiu, bo zdarza się jej odmalowywać słowami naprawdę piękne i plastyczne obrazki, np. taki: „I znów Lwów. Wiosna, słońce, bukieciki białych i niebieskich pierwiosnków, różowa sukienka na święta sprawiona, święcone u Skrzyńskich nad Wałami, dziś ulica Karola Ludwika. Nazajutrz sukienka niebieska i święcone u stryjostwa Sewerynów o kilka domów dalej w kamienicy Gromadzińskiego, gdzie dziś bank Liliena. Oblewanie wodą, dużo śmiechu i konceptów i gawęda starszych długo się przeciągająca. Biegam po ganku z Mazdunią, bawię się wybornie, i niestety, bardzo już cenię owe różowe i niebieskie świąteczne sukienki.” (s. 95)

Jako dziecko podróżowała Zofia z rodzicami do Wiednia i do Paryża, gdzie miała okazję poznać wiele interesujących osób, m. in. była świadkiem spotkania swego ojca z Adamem Mickiewiczem. Bywała także z matką w słynnej paryskiej siedzibie „Familii” Czartoryskich. Głównym powodem wyjazdu do Paryża była chęć spotkania się rodziny ze starszym bratem Zofii, Janem Aleksandrem, który w 1848 roku  walczył jako ochotnik w węgierskim powstaniu przeciwko Austrii. Z powodu wzięcia udziału w tym powstaniu młody Fredro był dla władz austriackich niebezpiecznym przestępcą i nie mógł pokazać się we Lwowie. Zamieszkał więc na pewien czas w Paryżu.   

Najbardziej chyba traumatycznym przeżyciem małej Zofii była straszliwa rabacja galicyjska, kiedy to podburzeni przez austriackie władze polscy i rusińscy chłopi palili dwory, zaś polskich panów torturowali, zabijali, a zwłaszcza z upodobaniem rżnęli piłami. „Jak ołowiana chmura wszystkimi okrucieństwami zawisł nad nami rok 1846…” (s. 110). „Nie byłam jeszcze w stanie pojąć grozy tych czasów, zrozumieć, czym jest potop krwi i łez koło mnie huczący. Domu naszego żałoba nie tknęła, a jednak zostało mi raz na zawsze, że okropności, o których ciągle mówiono, widziałam naocznie. Często przychodziły osoby mi zupełnie obce, w grubej żałobie, czasem same, czasem z dziećmi. Nie pytałam już nigdy „Kto to jest?”, wiedziałam, że stamtąd… spod nożów uciekły. Opowiadały rzeczy straszne (…) Zaraz z początku była jakaś młodziutka pani Lewicka, śliczna jasno-blondynka, która u nas, w pokoju Mamy lub Adeli, całe dnie spędzała, na noc tylko gdzieś idąc. Tak ciągle łzami się zalewała opowiadając, jak zaczęli chłopi młodego jej męża przepiłowywać, a jak im to pomału i niezgrabnie szło, bo za tępa była piła; w jej oczach rozćwiartowali go…” (s. 110)

„Fredrowie wszyscy byli we Lwowie, Wincentowie i Władysławowie Skórzyńscy uciekli z palącego się i płonącego Bachórza, Ignacowie spośród rzezi przyjechali do Lwowa w przededniu przyjścia na świat syna ich Zdzisława. Codziennie ktoś nowy przybywał coraz to okropniejsze wieści przywożąc, wreszcie zaczęto mówić, że chłopskie bandy idą na Lwów – i po domach zbierały się całe rodziny na noc w obawie napadu i rzezi. Taką jedną noc zapamiętałam u nas. 

Jeszcze w jesieni byliśmy opuścili dom Christianiego i przenieśli się na ulicę Meyerowską, dziś 3-go Maja, zatem działo się to w domu lakiernika pana Kaspra Boczkowskiego, dziś pałac Badenich, i działo (się) ponuro i nie na żarty groźno (…) Mężczyźni wszyscy z bronią czuwali w pokoju Ojca, nikt się nie rozbierał, mnie nawet położono w sukni na łóżeczko, ale popokładano sienniki na ziemi dla kobiet. Wszystkie lampy się świeciły i prócz mnie podobno nikt oka nie zmrużył aż do ciemnego szarego świtu. Chłopi do Lwowa nie doszli, ale w kilka dni, a może w kilka tygodni potem przywieziono pierwszy transport sierot spod Tarnowa, które po domach brali; podobno nie było wówczas jednej rodziny we Lwowie, która by swej sieroty nie miała. Nam przypadła w udziale Paulina Psarska, 8-letnia…” (s. 111) Ta dziewczynka była córką leśniczego zamordowanego przez zbuntowanych chłopów w dobrach Stojowskich. Została ona na długie lata wychowanką rodziny Fredrów.   

Rabacja galicyjska trwała kilka miesięcy. W lutym 1846 roku zbrojne gromady chłopów spaliły około 500 dworów szlacheckich i zamordowały prawie 3 tysiące osób, głównie w okolicach Tarnowa. Jeszcze w listopadzie tego samego roku na prowincji było niebezpiecznie. Zofia wspomina, jak późną jesienią 1846 roku cała rodzina Fredrów na wieść o tym, że zbrojne bandy chłopskie zbierają się po wsiach i że Lwów jest ostrzeliwany, uciekła z Beńkowej Wiszni do domu sąsiadów w Pohorcach, gdzie zebrała się szlachta z całej okolicy, drżąc ze strachu przed zbuntowanym chłopstwem.

Wspomnienia Zofii Szeptyckiej spisywane były pod koniec życia, mniej więcej w okolicy roku 1902, głównie na użytek rodziny. Niestety, ich autorka zmarła, nim dokończyła swoje dzieło. Jej książka urywa w trakcie kolejnej relacji z Paryża.

Ciekawym uzupełnieniem tej opowieści może być publikacja pt. „Niegdyś. Wspomnienia moje o Aleksandrze Fredrze” autorstwa Marii Szembekowej, córki Jana Aleksandra Fredry (wnuczki komediopisarza). Można ją znaleźć tutaj:
  

Szeptycka Zofia, z Fredrów, „Wspomnienia z lat ubiegłych”, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław – Warszawa – Kraków 1967

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa książka wspomnieniowa. Akurat niedawno miałam okazję ją ponownie czytać, bowiem jeden rozdział książki "Panie kresowych siedzib" poświęcam jej matce - pięknej Zofii. Krótki szkic o Zofii z Fredrów napisała też Alicja Okońska w bardzo ciekawej, świetnie napisanej książce "Malarki polskie" (1976).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak czytałam, to tak sobie myślałam o Tobie, że pewnie znasz tę książkę ;)))

      Usuń