Translate

piątek, 4 września 2015

Henryk Sienkiewicz, „Listy z podróży do Ameryki”



„Listy z podróży do Ameryki” Henryka Sienkiewicza to zbiór reportaży z wyprawy za Atlantyk, jaką Sienkiewicz odbył w latach 1876-1878 publikowanych pierwotnie na łamach „Gazety Polskiej” w Warszawie. 

Przyznam się, że takiego Sienkiewicza nie znałam. Owszem, czytało się jakieś tam fragmenty tychże listów w szkole i na studiach. Ale całości do tej pory nie ruszałam. Jednak niedawno w koszu z książkami „do wzięcia” w mojej bibliotece znalazłam stare wydanie „Listów…”, zabrałam do domu, otworzyłam i wsiąkłam, tak samo jak ten polski latarnik, co to dostał paczkę z książkami i znalazł tam „Murdeliona” Zygmunta Kaczkowskiego. Tak, tak, pierwowzór „Latarnika” czytał właśnie Kaczkowskiego, a nie „Pana Tadeusza” Mickiewicza! O czym dowiadujemy się z relacji Sienkiewicza, który później, pisząc swoją słynną nowelę, zamienił „Murdeliona” na „Pana Tadeusza”. Taki Polak faktycznie i istniał i całe to smutne zdarzenie rzeczywiście miało miejsce. Nieszczęsny zaczytany latarnik został potem zwolniony z pracy i popełnił samobójstwo. No więc, tylko zajrzałam do „Listów…” Sienkiewicza z Ameryki, a ocknęłam się 50 stron dalej.  A potem popłynęłam dalej… 

Sienkiewicz jest znakomitym reporterem. Pisze barwnie, potoczyście, miejscami zabawnie. Tu i ówdzie robi aluzje do swego życia osobistego. Na początku dowiadujemy się, że jedzie do Ameryki z dnia na dzień między innymi dlatego, że ma dość starań o niezdobytą pannę. „Nakoniec: co mi tu pozostaje w Warszawie? Ożenić się? „Ach! na piramidzie, raz odebrałem list, że za mąż idzie!“ A przytém ów „un petit cri“ zranionego gołębia, który wydaje hrabianka Pipi, na widok mego nazwiska, odebrał mi wszelką nadzieję. Zresztą aplikowałem ja biedny człowiek o urząd i rangę męża dość długo; lecz cóż? Ofiarowywano mi czasem małe gratyfikacye, na stały jednak etat nigdy przejść nie mogłem. Nie! to nie dla mnie, zwłaszcza po owym ostatnim przeklętym odcinku, po którym, na samo wspomnienie o mnie wszystkie matki z bractwa przejmuje całkiem pozaświatowy dreszcz zgrozy, jak na wspomnienie węża, który namówił Ewę, żeby ściągnęła rękę, urwała jabłko i sama jadła i dała mężowi swemu.”

Wspomniana tu „hrabianka Pipi” to zapewne pierwsza z „Marii” Sienkiewicza, które opisała Barbara Wachowicz w książce „Marie jego życia”. 

A więc, pan Sienkiewicz jedzie. Najpierw pociągiem, potem statkiem, zahacza o Anglię i Londyn, płynie okrętem do Ameryki. Tu – zabawne relacje o współpasażerach, łącznie z takimi drobiazgami, iż ścianki między kajutami nie były do samej podłogi i wtedy, kiedy był sztorm i statkiem bardzo kołysało, przedmioty pomiędzy kajutami przesuwały się, powodując różne zawirowania. Ludzie tracili wówczas z oczu różne rzeczy, bo uciekały im do sąsiadów. Np. pewien duchowny stracił bieliznę osobistą, a dokładnie swe majtki i wywołał następnego dnia awanturę, żądając wyciągnięcia swego kufra z ładowni na dnie okrętu, bo został tylko w tym, co miał na sobie. I tak dalej, i tak dalej. 

W Ameryce pan Sienkiewicz zwiedza Nowy Jork i wodospad Niagara, po czym wsiada do pociągu łączącego Atlantyk z Pacyfikiem i mknie nim do Kalifornii. Przy czym opisuje ów pociąg w stylu przypominającym jako żywo kolej transsyberyjską w Rosji. Potem, oczywiście, jest w tej Kalifornii, bardzo mu się tam podoba, uczy się angielskiego i hiszpańskiego, który uważa za najpiękniejszy język świata. Hiszpańskiego uczą go piękne seniority z Kalifornii, przez co lekcje są bardzo przyjemne. No, a później pan Sienkiewicz rusza na stepy i przez ładnych parę miesięcy poluje na wszystko, co się rusza, prowadząc życie amerykańskiego trapera. 

Podczas całej podróży wnikliwie przygląda się Ameryce i spotkanym tam ludziom. Z początku przeraża go bezklasowe amerykańskie społeczeństwo i amerykańska bezpośredniość, później jest tym zachwycony i pisze o Stanach Zjednoczonych w samych superlatywach. Zachwyca go zwłaszcza pracowitość Amerykanów, ich równość i demokracja, powszechna zamożność, a także dostępna dla każdego dziecka amerykańska oświata podstawowa, dzięki której każdy Amerykanin umie czytać, pisać i rachować. Przy tym, Sienkiewicz  wszędzie szuka śladów Polaków, którzy w tym czasie masowo emigrowali za ocean za chlebem. No i między innymi znajduje tę historię z zaczytanym polskim latarnikiem, który skończył tak tragicznie. 

Jestem zadowolona, że odbyłam tę podróż po Ameryce z panem Sienkiewiczem, tyle tylko, że ta relacja zasługuje na wspaniałe ilustrowane wydanie w stylu retro.  Chciałoby się porównać owe pisane do gazety listy z fotografiami i rycinami z epoki. Ale niestety, nie dane mi to było. Takiego wydania na razie w Polsce nie mamy. Jakoś do tej pory nikt z wydawców, nawet Zysk i Ska specjalizujący się w wydawaniu relacji z podróży w stylu retro, nie pokusił się o nowe wydanie „Listów z podróży do Ameryki” Sienkiewicza. Tak więc, czytałam stare wydanie, z końcówki PRL-u, które rozpadło mi się totalnie podczas lektury, do tego stopnia, że musiałam gonić kartki po podłodze. Ta książka nie była chyba wznawiana od tamtej pory. Namierzyłam jej tekst w zasobach Wikipedii, tak, że jakby ktoś chciał poczytać, to znajdzie ją tutaj: 

 

Listy z podróży do Ameryki - Wikiźródłach


Zapewniam, że obcowanie z Sienkiewiczem w roli reportera to czysta rozkosz intelektualna! To jest Sienkiewicz młody, ciekawy świata, jeszcze nie ten wielki polski wieszcz, co to napisał „Trylogię” i „Quo vadis”, ale po prostu młody, odważny facet, który za oceanem przeżywa masę przygód w stylu westernowym (druga część książki przypominała mi serię książek Karola Maya o szlachetnym Indianinie Winnetou, z tym że May nigdy w Ameryce nie był i historię Winnetou wyssał z palca) i umie o nich opowiadać barwnie i interesująco. Dzisiaj za taką książkę dostałby z pewnością jakąś nagrodę dziennikarską! 

Sienkiewicz Henryk, „Listy z podróży do Ameryki”, PIW, Warszawa 1986

7 komentarzy:

  1. Przecież Wydawnictwo Literackie właśnie rozpoczęło wznawianie wszystkich dzieł Sienkiewicza:):):) Wczoraj kupiłam pierwszy tom kolekcji w kiosku. Mają być też "Listy z podróży do Ameryki", ale czy z ilustracjami - zobaczymy.

    http://www.wydawnictwoliterackie.pl/aktualnosci/1184/Ekskluzywna-seria-dziel-Henryka-Sienkiewicza-juz-w-sprzedazy/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż wiem! Widziałam w kiosku, Ogniem i Mieczem za 7 złotych.
      Ale to chyba Fakt wydaje a nie Literackie?
      Ale, Beatko, nie o takie wydanie "Listów " mi chodzi. Reportaż Sienkiewicza ja zobaczyłam oczyma wyobraźni w takim wydaniu jak seria Podróże Retro by ZYSK i SKA. Tak wydano np "Wyprawę do Chiwy" Burnaby'ego i inne relacje z wypraw odbywanych w XIX wieku. Ja widzę te "Listy" na bogato, na porządnym papierze, w twardej oprawie i z ilustracjami. Chciałby się takie coś poczytać. No, może Tadeusz Zysk to przeczyta i wyda? :)

      Usuń
    2. Też chciałam kupić to OGniem i mieczem w kiosku, bo znowu nie mam, znowu gdzieś, ktoś mi je posiał. Ale się zraziłam na jakiś czas do kolekcji w kioskach. Miałam niedawno traumatyczne przeżycia z okrojonymi Martwymi Duszami Gogola i starymi tłumaczeniami klasyki, które wypuszcza Hachette.

      Usuń
    3. Kupiłem pierwszy tom kolekcji. Zabieram zebrać całą, bo poszczególne tomy jak na tego typu kolekcje nie będą specjalnie drogie (15 zł bez prenumeraty). Niestety wydanie jest słabe. Papier marnej jakości, przeciętna okładka.

      Usuń
    4. Właśnie, Bartku, papier do niczego. To ja już wolę kupic sobie Trylogię z wydawnctwa Greg.
      Ale, niemniej, zachęcam do lektury "Listów..." Sienkiewicza.

      Usuń
  2. szkoda ze go tam jakis rewolwerowiec albo Sancho nie odstrzelil w tej Ameryce to by nie przyszla na swiat taka obrzydliwa łachudra jak jego prawnusio bartuś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale Trylogii byśmy nie mieli, i Quo vadis

      Usuń