Translate

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Anna Kamińska, „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”


Wreszcie wpadła w moje ręce w bibliotece wydana w zeszłym roku biografia kolejnej kobiety z rodziny Kossaków! Tym razem jest to opowieść o Simonie Kossak, córce Jerzego, wnuczce Wojciecha i prawnuczce Juliusza, która miała być synem i czwartym Kossakiem, a została biologiem i naukowcem w Puszczy Białowieskiej.

Zdradzę Wam, że jestem pies na Kossaków! Odkąd w wieku 11 czy 12 lat przeczytałam „Marię i Magdalenę” Magdaleny Samozwaniec i dałam się zauroczyć tej przecudnej opowieści, rzucam się na wszystko, co napisano o tej niezwykłej rodzinie, mając wrażenie, jakbym poznawała kolejne odcinki jakiejś skomplikowanej sagi rodzinnej. 

A więc, zanim powiem, jakie mam wrażenia z książki o Simonie, przypomnę, z jakim bagażem wiadomości przystępowałam do jej lektury.

Wcześniej czytałam bowiem (to tylko wybrane tytuły, cytuję z pamięci):

- Jurgała-Janeczka Joanna, „Kobiety Kossaków”
- Kossak-Szczucka Zofia, „Pożoga”
- Miliszkiewicz Janusz, „Polskie gniazda rodzinne” (szkic o domu Kossaków w Krakowie)
- Niewidowski Zygmunt, „30 lat życia z Madzią”
- Podraza Rafał, „Córka Kossaka”
- Samozwaniec Magdalena, „Maria i Magdalena”
- Samozwaniec Magdalena, „Zalotnica niebieska”
- Pryzwan Mariola, „Lilka. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska we wspomnieniach i listach”
- Szatkowska Anna, „Był dom. Wspomnienia”
-  „Zniknę jak obłok”. O Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Wspomnienia i wiersze. Zebrała i opracowała Mariola Pryzwan
- Zurli Arael, „Bagienna niezapominajka. Nieznane życie Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej”

Wysłuchałam też reportażu radiowego:

„Siostry z Kossakówki”, reportaż Magdaleny Wadowskiej, Polskie Radio, Program 2, 05.11.2008

O Simonie Kossak, bratanicy Lilki Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Madzi Samozwaniec czytałam w latach 1990. (1994 lub 1995) jakiś reportaż w „Twoim Stylu”. Pamiętam, że go sobie wtedy wycięłam i wsadziłam do jakiejś książki Madzi. Zapamiętałam z niego piękne zdjęcia starszej już, rudowłosej kobiety z burzą loków, która żyje samotnie w leśniczówce w Puszczy Białowieskiej w otoczeniu zwierząt i kwiatów. Zaintrygowała mnie ta pani, więc kupiłam sobie jej książkę pt. „Opowiadania o ziołach i zwierzętach” (bardzo przyjemne gawędy o różnych gatunkach roślin, ziołach, drzewach i dzikich zwierzętach żyjących w lasach). 





No i mając to wszystko „za plecami”, zaczęłam czytać książkę pani Anny Kamińskiej, dziennikarki mediów głównego ścieku („Wysokie Obcasy”, „Pani”, „Zwierciadło”). I powiem tak: przeczytać można. Nawet przyjemnie mi się czytało. Ale nie mogę powiedzieć, bym się wiele nowego dowiedziała z tej książki. Autorka raczej mało pisze o rodzinie Kossaków. Zdziwiło mnie to, że nie ustawiła swej bohaterki bardziej na tle tego fascynującego rodu. No, niby coś tam pisze, ale nie powaliła mnie tymi swoimi wiadomościami. 

Chwilami miałam wrażenie, że ja sama wiem o Kossakach więcej niż ta pani. Znałam przecież opinię Madzi Samozwaniec o Jerzym, ojcu Simony, który był uważany przez nią za głupie beztalencie, marnujące dorobek artystyczny swego ojca i dziada. Znałam historie o kłótniach o majątek na Kossakówce po śmierci Wojciecha Kossaka i o tym, jak Madzia została wręcz wyrzucona z własnego domu przez drugą, młodą żonę swego brata; czytałam jak tamta rozpanoszyła się na Kossakówce i tak dalej. Madzia i jej drugi mąż Zygmunt Niewidowski opisywali to ze szczegółami. W ich relacji młoda bratowa Madzi, to jest matka Simony, była uzurpatorką, która wdarła się na Kossakówkę i tam osiadła. 

I teraz chętnie bym poznała dokładnie drugą stronę tego strasznego sporu w rodzinie Kossaków, te walki o schedę,  te kłótnie o jakieś rodzinne antyki i tak dalej. Chętnie bym się dowiedziała, jak to było z córką Madzi, która w czasie okupacji wyszła za Niemca i z którą rodzina zerwała kontakty. Poznałabym z chęcią historię pierwszego małżeństwa Jerzego Kossaka, ojca Simony, który – jak wszyscy w tym rodzie - zdradzał żonę i jeszcze za jej życia nazywał ją nieboszczką. Dlaczego? Poczytałabym sobie o pierwszej córce Kossaka. Co się z nią dalej stało? A tu nic! Autorka nie pisze prawie nic o walce Kossaków krakowskich z Madzią. Wspomina tylko, że Elżbieta Kossak, czyli żona Jerzego, zabroniła Madzi pisać o niej i jej córkach. Zaś sama Simona podobno nie lubiła ciotki Madzi, a ciotki Lilki nigdy nie poznała. I tyle.  

No, ale może pani Kamińska nie chciała tego opisywać ze względów prawnych? Może jeszcze jakieś spory się toczą? Kossaki nie mają chyba szczęścia do biografów. Zdarzały się bowiem takie kFiatki, jak to, że jeden pan (nie ujęłam go w mojej liście lektur kossakowskich, bo uważam, że na to nie zasłużył) piszący o Madzi podkradał drugiemu z książki zdjęcia i ciekawe njusy, a kto inny (mężczyzna czy kobieta? Oto tajemnica!) wyciągał na świat dzienny same brudy. 

Co do historii samej Simony, to nie mam większych zastrzeżeń. Autorka zrobiła, co należy w takich wypadkach zrobić, by opisać uczciwie swą bohaterkę. Dotarła do dokumentów urzędowych ze szkoły, studiów i z pracy, porozmawiała z żyjącymi jeszcze koleżankami i znajomymi Simony. Ale też, jak zauważyłam, prześlizgnęła się nad aryciekawą sprawą, o której tylko wspomina w kontekście opisu jej pracy w Białowieży. Tam był jakiś proces prawny z pracodawcą, jakieś kłótnie, spory i Bóg wie co… Ale tylko o tym jest jakieś drobne napomknięcie…

Za to czytamy wiele o różnych bzdurach i bzdetach. Autorka zagłębiła się np. w gazety z epoki i opisywała z detalami szczegóły krakowskiego życia okupacyjnego w czasie, kiedy rodziła się Simona. A ja się pytam po co? Miałam wrażenie, że to taka wata, która ma dodać objętości książce. A nie można było zamiast tego napisać coś o Kossakach i tam wsadzić zamiast tych durnych rozważań, jaką fryzurę lub sukienkę mogła lub nie mogła nosić matka Simony, albo co widziała na Plantach jak szła z wózkiem. Albo nie widziała… Autorka pisze, jakie ogłoszenia były w tym czasie w gazetach… No, ludzie, trzymajcie mnie! A co mnie to obchodzi! Czy takie pierdoły to jest nowa moda pisania biografii? Z doświadczenia wiem,  że tak się pisze, jak się nie ma nic konkretnego do powiedzenia, w celu nadmuchania treści. Taki książkowy pop-corn to jest. Nie lubię. 

Ogólnie, to zdanie mam takie: można tę książkę przeczytać i przyjemnie spędzić parę godzin. Ale jak się tego nie zrobi, to też szkody nie będzie, bo to rzecz typowo przyczynkarska. Jakby ktoś chciał dowiedzieć się czegoś więcej o Kossakach, polecam zamieszczoną powyżej listę lektur.  

Kamińska Anna, „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”, Wyd. Literackie, Kraków 2015



2 komentarze:

  1. Jak zwykle porywająca recenzja :D Chyba ostatnio zapanowała jakaś moda na Kossaków, tyle się o nich pisze...
    Pozdrawiam
    M.M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa!
      A Kossaki to taki pasjonujący ród, prawie jak Borgiowie
      Fajny serial by można zrobić o tej rodzinie.

      Usuń