Translate

sobota, 22 lipca 2017

„My deportowani. Wspomnienia Polaków z więzień, łagrów i zsyłek w ZSRR”, wybór i opracowanie Bogdan Klukowski



„My deportowani” to jedna z pierwszych oficjalnych publikacji (w I obiegu) dotyczących wywózek Polaków na wschód przez bolszewików w czasie II wojny światowej. Jest to zbiór fragmentów pamiętników i wspomnień osób deportowanych, z których niektóre zostały później w Polsce wydane w całości, a inne – jak np. świetny Anatol Krakowiecki – nadal czekają na wydanie.  


Zbiór przygotował Bogdan Klukowski, który wybrał najmocniejsze, najbardziej robiące wrażenie kawałki następujących tekstów:

„Na nieludzkiej ziemi” Józefa Czapskiego
„Między młotem a sierpem” Wacława Grubińskiego
„Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego
„Książka o Kołymie” Anatola Krakowieckiego
„W domu niewoli” Beaty Obertyńskiej
„Przez kraj niewoli” Jana Kazimierza Umiastowskiego
„Isfahan miasto polskich dzieci” (wspomnienia deportowanych polskich dzieci).

Każdy z autorów pisze nieco inaczej. Literacko najlepszy jest Herling-Grudziński, ale to właśnie dlatego, że od razu zamienia wspomnienia na literaturę. To dobrze i źle. Dobrze – bo jest to bardzo dobra literatura. Źle – bo na tej zamianie traci autentyczność przekazu. Nie wiadomo, co u niego jest prawdą, a co stylizacją. W tym wypadku wolałabym czysty realizm, a nie prozę artystyczną. Poza tym, jak dla mnie - Herling jest zbyt naturalistyczny i pesymistyczny. Jego teksty nie dają żadnej nadziei czytelnikowi. Zwyczajnie nie lubię takiej literatury, mimo jej niezaprzeczalnej wysokiej jakości artystycznej.

Krakowiecki – to świetne, reporterskie pióro (był przed wojną dziennikarzem), człowiek, który mimo niezwykle ciężkich warunków życia na Kołymie potrafi się zdobyć na widzenie czegoś więcej niż własny ciężki los. Brawo dla tego pana za wyjście poza własny ogródek! Krakowiecki  np. przytacza w szczegółach rozmowę z nieznajomym Jakutem, który spytał go, jako Polaka, czy żyje jeszcze Wacław Sieroszewski, badacz kraju Jakutów. Niezwykle ciekawa jest ta rozmowa. Można ją przeczytać na stronie „hej kto Polak”, poniżej podałam linka. Polecam! Umiastowski – też cenny dokument, relacja polskiego żołnierza najpierw deportowanego na Litwie, potem przejętego przez Sowietów.

Czapski jest liryczny i chrześcijański. Pięknie i wzruszająco opowiada. Miałam łzy w oczach, gdy czytałam jego relację.

Grubiński potrafi być zarówno realistyczny jak i dowcipny (i tu chylę czoła, bo trzeba być naprawdę wielkim człowiekiem, by móc opowiadać o tak strasznych przeżyciach, zachowując poczucie humoru i dystans do sytuacji pozornie bez wyjścia).

Obertyńska – o, to jest bardzo ważne świadectwo, bo pokazuje mękę wywózek z perspektywy kobiety, która z natury rzeczy zawsze trudniej znosi warunki więzienne niż mężczyzna. Niesamowicie realistycznie opisała warunki więziennej „higieny” w kraju Sowietów!

A teraz trochę statystki dotyczącej wywózek Polaków. Deportacje i represje były udziałem 2 milionów Polaków na terenie Związku Sowieckiego. Byli to cywile z terenów przejętych przez ZSRR w 1939 r., uchodźcy na wschód z Polski centralnej, obywatele polscy zmobilizowani przymusowo do Armii Czerwonej (chodzi o roczniki 1917, 1918. 1919), a następnie wywiezieni na wschód, cywile aresztowani w latach 1939-1941, jeńcy polscy (żołnierze i oficerowie), jeńcy polscy internowani wcześniej na Litwie, a potem wywiezieni w głąb ZSRR (jak np. Umiastowski).

Z innej strony patrząc, były cztery wielkie deportacje Polaków. Pierwsza – 10 lutego 1940 r. (w jedną noc wywieziono wtedy 220 tysięcy osób), druga – 13 kwietnia 1940 r. (w jedną noc wywieziono 320 tysięcy osób), trzecia – w czerwcu 1940 r. (wywieziono wtedy 240 tysięcy osób), czwarta – w czerwcu 1941 r. (200 tysięcy osób).

Książkę otwiera związany z tematem deportacji wiersz Władysława Broniewskiego „Rozmowa z historią” (poeta napisał go, gdy siedział w więzieniu we Lwowie):

Mistrzyni  życia, Historio,
Zachciewa ci się psich figlów,
Zza kraty podgląda Orion,
Jak razem siedzimy na kiblu.

Opowiadasz mi stare kawały
I uśmiechasz się, na wpół drwiąca,
I tak kiblujemy pomału –
Ty od wieków, ja od miesiąca.

O, Nieśmiertelna, skądże
Ta skłonność do paradoksów,
I powiedz mi – czy to mądrze
Całemu światu krew popsuć?

Bo skoro na całym świecie
Jak nie wojna, to stan wojenny –
Historio, powiedz mi przecie:
Po diabła tu kiblujemy?

Rewolucyjny poeta
Ma zgnić w tym mamrze sowieckim?
Historio, przecież to nietakt,
Ktoś z nas po prostu jest dzieckiem.

Więc wstydź się sędziwa damo,
I wypuść z Zamarstynowa…
(Na kryminał zaraz za bramą
Zasłużymy sobie od nowa).

„My deportowani. Wspomnienia Polaków z więzień, łagrów i zsyłek w ZSRR”, wybór i opracowanie Bogdan Klukowski, wyd. Alfa, Warszawa 1989

Tu są linki do fragmentów tych tekstów:



Beata Obertyńska w domu niewoli | Hej-kto-Polak!

Wacław Grubiński między młotem a sierpem | Hej-kto-Polak!

Jan Kazimierz Umiastowski „Przez kraj niewoli ... - Hej-kto-Polak

Józef Czapski na nieludzkiej ziemi | Hej-kto-Polak!

Gustaw Herling-Grudziński i „Inny świat” (fragmenty) | Hej-kto-

Wspomnienia Isfahańskich dzieci (fragmenty) | Hej-kto-Polak!


piątek, 21 lipca 2017

Lucie di Angeli-Ilovan, „Zapisane w gwiazdach ” (prequel powieści „Żniwo gniewu”)


„Zapisane w gwiazdach” Lucie di Angeli-Ilovan to prequel „Żniwa gniewu” tej samej autorki. Jest to fabularyzowana opowieść Autorki o jej ciotce i matce, które naprawdę nazywały się Kazimiera i Maria Ganeckie. Ich nazwisko zostało w powieści zmienione na Góreckie. 

Pierwsza powieść Lucie di Angeli-Ilovan opowiadała o tragicznych wojennych losach Kaszmiry i Maruszki (tak zdrobniale nazywano Kazimierę i Marię). Tamta powieść była wydana w 2011 roku, ja ją kupiłam jesienią 2014 roku przypadkiem z jakimś babskim pismem. Pamiętam, że jak zaczęłam czytać, to wpadłam po uszy, tak była wciągająca. Czytałam i płakałam, płakałam i czytałam dalej. Jest to niezwykle chwytliwa i trzymająca w napięciu historia. Czytałam tę książkę aż dwa razy, raz za razem, by lepiej wszystko zrozumieć i zapamiętać. 

Lucie di Angeli-Ilovan, mimo egzotycznie brzmiącego imienia i nazwiska, jest Polką, urodziła się w Zielonej Górze, a potem wyemigrowała z Polski, najpierw do Francji, a potem do USA.  „Żniwo gniewu” to jej debiut literacki.

W 2014 roku pisałam o tej powieści na blogu. Przytoczę tutaj fragment tamtej recenzji:

„Dwie kobiety, dwoje dzieci i dwa totalitaryzmy XX wieku... Przejmująca opowieść o trudnej, wojennej wędrówce dwóch sióstr z Mołodeczna (dzisiaj to Białoruś) na Ziemie Odzyskane pod zachodnią granicą Polski. Czytałam i płakałam, płakałam i czytałam… „Żniwo gniewu” Lucie di Angeli-Ilovan to świetnie napisana i trzymająca w napięciu książka, czyta się ją jednym tchem! 

Latem 1939 r. Kaszmira i Maruszka miały po dwadzieścia parę lat i były świeżo poślubionymi żonami. Tuż przed wojną Kaszmira wyszła za żydowskiego komunistę Szuryka i zamieszkała w Nowojelni  koło Grodna, gdzie oddziedziczyła dom po ciotce. Pracowała tam jako kucharka w sanatorium. Maruszka (krawcowa) wyszła za przystojnego ułana z pułku w Mołodecznie, właściciela majątku ziemskiego koło Tarnowa. We wrześniu 1939 r. zaczęła się wojna. Najpierw na Kresy zaczęli przyjeżdżać uchodźcy z bombardowanej przez Niemców centralnej Polski, a 17 września weszli Sowieci. Mąż Kaszmiry powiesił w kuchni portret Stalina i zaczął pracować dla bolszewików. Mąż Maruszki ukrywał się w Puszczy Nalibockiej wraz z innymi partyzantami i odwiedzał żonę po kryjomu. 

Maruszka urodziła najpierw jedno, potem drugie dziecko. W 1941 r. weszli Niemcy. W czasie bombardowania szpitala przez niemieckie lotnictwo zginęła matka sióstr, która leżała tam po operacji biodra. Potem Niemcy złapali i wywieźli Żyda Szuryka. Niemiecki patrol zastrzelił w lesie męża Maruszki. Siostry postanowiły wyjechać z Kresów w bezpieczniejsze miejsce. I tak zaczęła się ich kilkuletnia wojenna wędrówka, w trakcie której pechowym zbiegiem okoliczności  trafiły wraz z dziećmi na roboty przymusowe w niemieckich majątkach w Prusach Wschodnich. Potem było „wyzwolenie” przez Armię Czerwoną, obóz przejściowy NKWD w Działdowie, krótki pobyt w Nasielsku i Krakowie, a także krótkie odwiedziny w znacjonalizowanym już przez władzę ludową i zrujnowanym dworze męża Maruszki pod Tarnowem. Włosy stają dęba na głowie, jak się czyta, co te kobiety przeszły! Została im wprawdzie oszczędzona wywózka na Sybir czy do Kazachstanu, jaka była udziałem wielu Polaków z Kresów, ale za to spotkał je szereg innych nieszczęść, jakie mogą spotkać kobietę w czasie wojny.”

To jest okładka „Żniwa gniewu”:



„Zapisane w gwiazdach” to opowieść o wcześniejszych losach sióstr Ganeckich. O ich babce pochodzącej z bogatego ziemiańskiego rodu, która zakochała się w stajennym i uciekła z domu, a rodzina ją wyklęła. O ich matce, która wyszła za stolarza-alkoholika, który popijał z Żydem Mośkiem i robił z nim interesy, o braciach, starszym Aleksandrze i młodszym Józiu, o koleżankach i znajomych z Mołodeczna i Nowojelni, o I wojnie światowej, wojnie z bolszewikami w 1920 roku, o ciężkim bytowaniu Polaków w okresie międzywojennym, o ówczesnym kryzysie gospodarczym i wszechobecnej biedzie. No i kresach wschodnich, oczywiście, bo to wszystko dzieje się na Kresach, za wyjątkiem krótkich epizodów fabularnych (pobyt brata Józia w wojsku w Twierdzy Modlin i w niemieckiej niewoli, pobyt Szuryka, męża Kaszmiry, w więzieniu w Białymstoku). 

To się czyta, proszę państwa, to się czyta! Autorka ma ogromny dar snucia ciekawych opowieści o szarym dniu codziennym ówczesnej Polski. Z detalami opisuje różne zwyczajne sytuacje, a przede wszystkim ciężką walkę rodziny Ganeckich o byt, o przeżycie w czasach, kiedy stale brakuje na wszystko pieniędzy. Przyznam, że w pewnym momencie byłam już tym trochę znużona tą codziennością, jednak akcja wyraźnie przyspieszyła, gdy doszło do wybuchu II wojny światowej. Wtedy zrobiło się naprawdę dramatycznie! W pewnym sensie Autorka powtórzyła tu niektóre informacje zawarte w pierwszej książce, z tym że rozszerzyła je i opisała dokładniej. Czytamy więc o napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę, o kampanii wrześniowej, o tym jak Józio Ganecki dostał się do niemieckich niewoli, a Niemcy w ramach przyjaźni ze Związkiem Radzieckim przekazali polskich jeńców wojennych Sowietom, o rządach Sowietów na kresach, o napadach UPA na Polaków na Wołyniu, o partyzance polskiej w lasach pod Mołodecznem, do której należał mąż Maruszki i o partyzance żydowskiej w lasach pod Nowojelnią, do których należał mąż Kaszmiry. Autorka wprowadziła do swej powieści nawet kontrowersyjne postaci braci Bielskich, komunistów i partyzantów żydowskich, którzy przez jednym uważani są za bohaterów ratujących Żydów, a przez innych za rzeźników polskiej ludności, bo napadali na polskie miejscowości na Kresach, zamordowali np. przeszło stu mieszkańców polskiej wioski Naliboki, a potem całą ją spalili. 

Cała powieść jest zgodna z przekazami historycznymi i bardzo realistyczna. Ale, niestety, mimo wielkiej sympatii do tego tekstu i podziwu dla literackiego talentu Autorki muszę powiedzieć tutaj o pewnych rażących błędach, jakie zauważyłam. 

Po pierwsze – Mińsk. 

W powieści jest wątek wyjazdów bohaterek do Mińska na zakupy, bo tam są większe, lepiej zaopatrzone sklepy. Jadą sobie do tego Mińska, obkupują się tam i wracają. Podkreślam, że rzecz dzieje się w dwudziestoleciu międzywojennym. A ja się pytam, jak, na Boga, siostry Ganeckie mogły sobie tam pojechać, skoro w tamtym okresie Mińsk już był za kordonem? W tym czasie Mińsk nie należał do Polski, ale do Związku Radzieckiego. Maruszka i Kaszmira w żadnym wypadku nie mogły pojechać tam, ot, tak sobie, na zakupy, bo musiałyby przekraczać granicę ze Związkiem Radzieckim. Wątpię także, by w Sowietach mogły kupić lepsze ciuchy i buty, niż w Polsce. Nie wiem, być może w rodzinnej tradycji ustnej zachowało się wspomnienie takiej wyprawy i Autorka ją opisała. Ale to na pewno było jeszcze w czasach carskich, a nie po 1920 roku! 

Zdziwił mnie ten błąd, ponieważ, jak wcześniej pisałam, w sensie faktograficznym powieść jest zgodna z tym, co można przeczytać w różnych dokumentalnych tekstach z epoki, różnych wspomnieniach i pamiętnikach. A ja przecież czytam tego na kopy!

Druga sprawa, niemniej szokująca. Autorka pisze, że po napaści Niemiec hitlerowskich na Związek Radziecki niektórzy Polacy, wcześniej wywiezieni przez Sowietów, zaczęli wracać do domu, to jest na kresy wschodnie. Według niej tak miało być jeszcze w czasie działań wojennych. I tu powstaje pytanie, jak to było możliwe? Wędrowali przez fronty, czy jak? Jak sobie Autorka wyobraża powrót do Mołodeczna jednej bohaterek z Kazachstanu w 1941 roku? Przepuścili ją przez front radziecki, a potem przez front niemiecki? Przeszła sobie tamtędy piechotą czy przejechała czołgiem? To samo dotyczy innego bohatera, który rzekomo w tym samym czasie miał wrócić z wywózki na Syberię. To nie było możliwe, droga pani! W żadnym wypadku! Dziwię się, że Autorka zrobiła takie pomyłki. Dziwię się, że nie wyłapał ich nikt w wydawnictwie, bo przecież ta książka miała chyba jakiegoś redaktora. Chyba, że się mylę?

A jeśli się mylę, to chętnie wysłuchałabym wyjaśnień Autorki w sprawie tego Mińska i tych niezwykłych powrotów Polaków z wywózek.  

A poza tym, książka jest świetna i warta czytania. A ja czepiam się, bo jestem dociekliwa! 

Więcej o siostrach Góreckich/Ganeckich znajdziecie tutaj:

Dwie siostry z Wilna i ich mężowie | - Kresy24.pl kresy24.pl/33450/dwie-siostry-z-wilna-i-ich-mezowie/

Angeli-Ilovan Lucie di, „Zapisane w gwiazdach”, Wyd. Zysk i Ska, Poznań 2017