Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 października 2021

Nr 27, 28, 29, 30/2021 Lektury na Helloween, Dziady i Wszystkich Świętych: Jan Łada „W nawiedzonym zamczysku”, Alicja Łukawska „Duchy Kresów Wschodnich, Kate Morton „Milczący zamek”, Graham Masterton „Dom stu szeptów”, Michael Hebb „Porozmawiajmy o śmierci przy kolacji”


 

Jesień, zbliżają się święta śmierci: Helloween (celtycko-anglosaskie), Dziady (słowiańskie) i Wszystkich Świętych (katolickie)… Z tej okazji warto sięgnąć po książki o duchach, widmach, zaświatach, nawiedzonych zamczyskach i innych sprawach paranormalnych, co budzą dreszcze grozy chodzące po kręgosłupie.

Co roku o tej porze robię sobie festiwal takich książek, bo po pierwsze - lubię klimaty grozy, a po drugie – sama jestem autorką książki o duchach (Duchy Kresów Wschodnich), W tym roku mam jeszcze jeden ważny powód, by czytać o śmierci i zaświatach, Niedawno dowiedziałam się, że jestem śmiertelnie chora, mam problem z krwią, w tle majaczy klinika hematologii, do której mam szansę dostać się dopiero za dwa lata. Jeśli dożyję… Dowiedziałam się też, że właściwie ta moja choroba nie jest uleczalna, można ją tylko monitorować na bieżąco. A docelowo to tak białaczka i kaputt!

 Pani doktor była brutalnie szczera jak mi to zakomunikowała, a ja szok przeżyłam, jak to usłyszałam. Głowa mnie natychmiast okropnie rozbolała, zakręciło mi się w głowie, myślałam, że upadnę na ziemię. Nie upadłam, ale… teraz wypadają mi włosy dokładnie w tym samym miejscu, gdzie mnie bolało. Tak trochę skóra swędzi, a włosy lecą. Taka trauma! Mam nadzieję, że jak wylecą to potem odrosną. Na razie będę musiała ściąć je na bardzo krótko, by jakoś przeżyć najgorszy okres.

Dlatego w tym roku czytam nie tylko o duchach, ale też o śmierci. Jak się do niej przygotować, jak napisać testament (a mam co zapisać bliźnim 😉), jakie zostawić polecenia co do pogrzebu, nagrobka i tak dalej. Przyszedł czas ostatecznych podsumowań i rozstania się z tym światem.

Teraz powiem Wam o tych lekturach.

Najbardziej przydatna dla mnie w tej chwili jest książka Michaela Hebba „Porozmawiajmy o śmierci przy kolacji”, bo to są praktyczne rozważania o śmierci i jej okolicznościach, Trochę nudna i zbyt wiele rzeczy jest opisywanych w kółko, ale to nowość na polskim rynku wydawniczym. Brakowało u nas takiego poradnika.

Książka Jana Łady „W nawiedzonym zamczysku” to pierwsze powojenne wydanie zakazanego w PRL-u pisarza. To był podobno hit przedwojennej literatury rozrywkowej. Wydawca napisał własną wersję językową tej powieści, aby była zrozumiała dla współczesnego czytelnika. Ja bym wolała przeczytać jednak oryginał. To raz. A dwa – akcja jest taka, że jakbym miała 12 lat to bym była zachwycona. Dla mnie obecnej (62 lata) niezbyt się nadaje. Akcja jest naiwna i przewidywalna, a budowa psychologiczna bohaterów prosta jak budowa cepa. Uczciwie przeczytałam do połowy, dalej tylko przejrzałam. Generalnie jestem na „nie”.

Tak samo nie zmęczyłam powieści Kate Morton „Milczący zamek”. Ciekawie się zapowiadało, ale im dalej, tym nudniej. Niepotrzebne dłużyzny i powtórzenia, mistyki mało, a wiele prostego psychologizowania. Też mówię „nie”.

Spodobała mi się natomiast najnowsza wydana u nas powieść brytyjskiego mistrza horroru Grahama Mastertona „Dom stu szeptów”, która w niekonwencjonalny sposób podchodzi do tematu nawiedzonego zamczyska i angielskiego ludowego folkloru. Ciekawy mix wątków folklorystycznych i poczciwej angielskiej grozy, Mało się bałam, ale przeczytałam z zainteresowaniem, jak autor wybrnie z tej całej układanki.

No, a moja książka?

Dla ciekawych - to jest jej okładka: 


 

Hebb Michael, „Porozmawiajmy o śmierci przy kolacji. Przewodnik i zaproszenie do najważniejszej rozmowy w życiu”, tłum. Magdalena Koziej, Warszawa 2019

Łada Jan, „W nawiedzonym zamczysku”, Poznań 2021

Łukawska Alicja, „Duchy Kresów Wschodnich”, Radzymin 2019

Masterton Graham, „Dom stu szeptów”, tłum. Izabela Matuszewska, Warszawa 2021

Morton Kate, „Milczący zamek”, tłum…, Warszawa 2021

 

wtorek, 14 września 2021

Nr 25/2021 Janet Fitch, „Biały oleander”


 

„Biały oleander”, debiutancka powieść Janet Fitch, to jedna z najlepszych współczesnych amerykańskich powieści, jakie kiedykolwiek czytałam. Aż trudno uwierzyć, że to debiut!

Główną bohaterką, a jednocześnie narratorką tej powieści jest nastoletnia Astrid z Los Angeles, której matka (poetka z upodobania i redaktorka w piśmie filmowym z zawodu) otruła swego kochanka wywarem z oleandra i została skazana na dożywocie. Ponieważ była samotną matką, więc jej córka trafiła do pogotowia opiekuńczego, a potem do kolejnych rodzin zastępczych. I o te zastępcze rodziny właśnie chodzi! Pięć domów opisanych w tym utworze to wielka metafora współczesnej Ameryki. Astrid odwiedza je kolejno niczym potępieniec kręgi piekieł. Bogaci i biedni Amerykanie, dobrzy i źli ludzie, a do tego te matki. Matki zastępcze, a jedna lepsza od drugiej. 

Boże, jak dziwni i poprani psychicznie ludzie biorą się za zarabianie na dzieciach (praca w charakterze matki zastępczej) – taka myśl towarzyszyła mi przy tej lekturze. Zaś Astrid, dziewczynka delikatna i wrażliwa, obdarzona malarskim talentem po swym nieznanym ojcu, doświadcza w tych rodzinach zastępczych rozmaitych odcieni zła, deprawacji, a nawet przestępczości. Broniąc się przed tym, ucieka w sztukę, w rysowanie wszystkiego co ją otacza. I w końcu dorasta, ale jakie jest to dorastanie?

Ta książka to w pewnym sensie Bildungsroman (powieść o dojrzewaniu i kształtowaniu młodego człowieka), trochę powieść drogi (bohaterka wciąż jest w ruchu, wędruje od domu do domu, w jej życiu nie ma nic stałego), w pewnym sensie manifest feminizmu, a trochę także traktat o matriarchacie i patriarchacie. Kim jest matka w życiu dziecka? Jakie relacje są (bywają) pomiędzy matkami i córkami? Czy dojrzewanie dziewczyny polega na odcięciu się od matki czy też raczej na staniu się jej kopią. Tak wiele pytań, tak wiele kwestii do dyskusji i właściwie żadnych jednoznacznych odpowiedzi… Taka książka do czytania i do rozmowy w głowie z samym sobą…

Autorka pisze pięknym, poetyckim, a jednocześnie obrazowym językiem, pełnym wyszukanych metafor i przenośni. Nie sądziłam, że we współczesnej Ameryce ktoś jest w stanie tak pisać. Przez ten język czyta się to wolno, ale z dużą przyjemnością. Czytałam tę powieść po raz drugi w życiu, ale teraz spodobała mi się jeszcze bardziej niż 20 lat temu, kiedy miałam ją w rękach po raz pierwszy. Może sama w międzyczasie jakoś tam dorosłam? Naprawdę – jest to książka z klasą! Polecam bardzo!

Na kanwie tej powieści powstał w 2002 roku amerykański film „Biały oleander” w reżyserii Petera Kosminsky’ego. Rolę matki-poetki zagrała w nim Michelle Pfeifer, ówczesna gwiazda Hollywood, zaś rolę córki Alison Lohman. Film jest taki sobie, nie bardzo mi się podobał, gdyż fabuła książkowa została w nim potraktowana zbyt skrótowo jak na mój gust.

Pamiętajcie!

Piękny oleander jest rośliną trującą!

Jednak tutaj jest on także pewnym symbolem.

Czego?

Przeczytajcie sami, to się dowiecie!

 

Fitch Janet, „Biały oleander”, tłum. Tomasz Bieroń, Poznań 1999